browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Pleszew sentymentalnie

do galerii Google+

Pleszew

Kolejny postój zrobiliśmy na cmentarzu w Pleszewie, gdzie W. zapalił znicze na grobach rodzinnych. Dla W. to nie było nic dziwnego Erynia zwróciła jednak uwagę na wielość grobowców. Tu też zaobserwowaliśmy dawny zwyczaj, którego Erynia nie znała – brak go „na południu”. Chodzi mianowicie o wygrabianie piaseczku dookoła grobów we wzorki. Kiedy W. wspominał, że w dzieciństwie chodzili z dziadkiem dwa razy w tygodniu na cmentarz z grabkami, Erynia traktowała to jako relikt minionej epoki. A tu się okazuje, że zwyczaj wciąż funkcjonuje. W. pamięta, że podobne wzorki wykonywane były również na alejkach ogródków działkowych i (chyba) pod domami, od strony drogi, na wsiach.
Po części rodzinnej Erynia zaproponowała, by wstąpić jeszcze na Rynek – no i się zaczęło. Na pierwszy ogień apteka Suchockich (tak, rodzinna apteka byłej premier, która swego czasu przepchnęła prawo robiące z właścicieli aptek bogaczy). Następnie W. pokazał Erynii kamienicę w Rynku, w której mieszkali jego dziadkowie i Mama, gdy jeszcze chodziła do szkoły. Niestety, kamienica od zawsze „czynszowa” straciła wiele. Z zewnątrz się sypie a od wewnątrz też wygląda nie najlepiej. W oknach dawnego mieszkania babci W. wisiały co prawda jakieś zasłony, ale każda była inna i wyglądały jak szmaty.
Dalej to już był spacer wśród wspomnień wokół Rynku i paru okolicznych ulic. Ulica Poznańska, dawniej przelotowa, obecnie straciła na ruchu i znaczeniu, aczkolwiek parę sklepów się ostało. W. zawiedziony nie znalazł piekarni u Rusinka – później dowiedzieliśmy się, że przeniósł wejście „na drugą stronę” – tę od dworca autobusowego. Za to zajrzeliśmy do Galerii Zamkowej z bardzo ciekawą kawiarenką.
Na koniec wstąpiliśmy do Vogta – cukierni z ponad 185 letnimi tradycjami. Pojedliśmy setnie, nie patrząc na kalorie – dobre było – i dokupiliśmy jeszcze wiele ciastek, jakby specjalnie przygotowanych „na drogę”. Erynia (klnąc na W. i kalorie) dojadała je jeszcze po powrocie do domu.
Pobyt w Pleszewie był za krótki by W. zajrzał we wszystkie miejsca pamiętane z dzieciństwa, ale cóż – może to i lepiej, nie wszystkie wspomnienia należy „weryfikować”.
poprzedni
następny

Jedna odpowiedź na Pleszew sentymentalnie

  1. Pudelek

    Grabienie na cmentarzach to widziałem w Szwecji, tylko, że tam nie ma grobowców ani w ogóle płyt, więc grabi się całą powierzchnię grobu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.