muzea
Imbach i Krems
W ostatni dzień postanowiliśmy dokończyć zwiedzanie Krems, które zaczęliśmy po odwiedzinach Göttweig. Ale po drodze wstąpiliśmy do Imbach na wiejskie targowisko w austriackim stylu. Był to budynek kamienny z wstawionymi do środka ławami i stołami, a wokół nich, pod ścianami stoiska z wyrobami regionalnymi. A były tam i sery, i wyroby mięsno-wędliniarskie, i pieczywo, i zielenina, i miody, i bufet z napojami. Na ławach siedzieli mieszkańcy (dziwnym trafem … Kontynuuj czytanie
Opactwo Göttweig
Kolejnym celem było benedyktyńskie opactwo w Göttweig, które już kilka razy kusiło nas z daleka, a widoczne jest, trzeba przyznać, prawie zewsząd. Klasztor został założony nawet wcześniej niż w Melk (w 1083 r.), ale nigdy nie zyskał aż takiego znaczenia. Ma to swoje zalety – nie jest tak oblegane przez turystów. Klasztor jest nazywany austriackim Monte Cassino, gdyż zarówno pod względem położenia … Kontynuuj czytanie
Spitz
Pojedzeni ruszyliśmy dalej… do Spitz, bo W. spodobały się widoczne z drogi ruiny zamku i „trzeba by je zobaczyć”. Tylko jak do nich dojść? Nie było widać żadnej drogi prowadzącej. Poszukując drogi, trafiliśmy na Muzeum Żeglugi Rzecznej, z bardzo ciekawym i szeroko (od czasów rzymskich) poprowadzonym tematem żeglugi po Dunaju – z burłaczeniem włącznie (ponoć nawet wybijano dziury w skałach by na … Kontynuuj czytanie
Nowy Wiśnicz – Muzea
Nie samym zamkiem Nowy Wiśnicz stoi. W 1616 roku, król Zygmunt III Waza zezwolił Stanisławowi Lubomirskiemu od nowa lokować na prawie niemieckim miasto pod zamkiem Wiśnicz. Pomimo przywilejów jarmarcznych i prawa składu, miasto zaludniało się bardzo powoli. Komu chciało by się opuszczać pobliską, z dawna zasiedloną Bochnię?, a w pobliżu znajdowało się jeszcze miasto – Lipnica Murowana. Dopiero gdy … Kontynuuj czytanie
Nowy Wiśnicz – Zamek
Ilekroć przejeżdżaliśmy przez jego okolicę kusił nas swoją sylwetką. Za każdym razem, solennie obiecywaliśmy sobie, że tam zajrzymy. Tam, czyli na zamek w Nowym Wiśniczu. W. nie byłby jednak sobą, gdyby trochę nie pokręcił z punktami na trasie. Pierwszym miał być kościół św. Bartłomieja w Łapanowie. Miał być, ale nie był, gdyż W. nie dogadał się z GPS-em. Za to … Kontynuuj czytanie
Kamienna Góra
Nie samymi sztolniami Kamienna Góra stoi. Aby przekonać się, co jeszcze może nas zaskoczyć, wróciliśmy do poszukiwań Informacji Turystycznej. Niestety, okazało się pod wskazanym adresem znajduje się budynek sądu, a nie interesująca nas instytucja. Niespecjalnie zniechęceni, zrobiliśmy sobie rundkę dookoła miasta, jednocześnie podziwiając i żałując pięknych niegdyś kamienic. W końcu doszliśmy na Plac Wolności, gdzie w podcieniach znajduje się … Kontynuuj czytanie
Kamienna Góra, zamek i podziemia
Ruiny najwyraźniej były nam pisane tego dnia, gdyż do Kamiennej Góry (niem. Landeshut), wjechaliśmy również od strony Zamku Grodztwo, a raczej jego nędznych pozostałości. Obiekt, będący jedną z najokazalszych dziewiętnastowiecznych rezydencji na Dolnym Śląsku, przetrwał II wojnę światową, nawet zdążył być siedzibą PGR-u, aż do pożaru w 1964. Od tej pory obraca się w ruinę. Jedyną akcją, jaką podjął … Kontynuuj czytanie
Będomin, Muzeum Hymnu Narodowego
Postanowiliśmy dokończyć trasę Mennonicko-podcieniową, ale tak „zupełnie przypadkiem” wypadło nam Muzeum Hymnu Narodowego w dworku Wybickiego w Będominie. Co prawda wcześniej odwiedziliśmy już dworek rodziny Wybickich, ale to tutaj narodził się Józef, by kiedyś napisać piosenkę dla legionów, która stała się Hymnem Polski. Muzeum obejmuje swymi zbiorami nie tylko eksponaty związane z hymnem, ale i godłem, i flagą. Ciekawe że … Kontynuuj czytanie
Trani
W Trani humory znacząco się nam poprawiły. Po pierwsze, darmowe parkingi przy ulicy w centrum, blisko morza. Po drugie W. wyczaił na nos kawiarnię z pysznymi dolci. Po trzecie przeszliśmy do starego miasta przez piękną nadmorską promenadę połączoną z parkiem, po którym luzem latały papugi drąc się wniebogłosy. Kameralny port również nas zachwycił: i jachty, i kutry rybackie (głównie niebieskie) … Kontynuuj czytanie
Bari
W planach mieliśmy Bari, ale ku naszemu zdumieniu GPS okazał się niesubordynowanym i wywiódł nas dwadzieścia kilka kilometrów dalej, na ulicę o takiej samej nazwie, ale do innej miejscowości. Uśmiani, zawróciliśmy. Udało nam się zaparkować w Bari(!) obok normańsko-szwabskiej twierdzy (Castello Normanno-Svevo), od której zresztą rozpoczęliśmy zwiedzanie. Muzeum nie było jakoś specjalnie wyposażone, ale warto było zobaczyć fragmenty … Kontynuuj czytanie
Grottaglie
Rano lało. Według prognozy, około jedenastej miało wrócić słońce, ale i tak nasi znajomi postanowili pozostać w domu celebrując dzień lenia. My wybyliśmy z kwatery dość późno, po dziesiątej, do końca wybierając trasę ostateczną z tras możliwych. Wybraliśmy tę na zachód. Zaczęliśmy od miasta wielu grot – Grottaglie. Słynie ono z ręcznie malowanej ceramiki. Tę ostatnią, już od czasów greckiej kolonizacji (Magna … Kontynuuj czytanie
Koszuty
Na drogę powrotną zarezerwowaliśmy sobie zwiedzanie Muzeum Ziemi Średzkiej, które mieści się w dworze w Koszutach. Już jadąc w kierunku Poznania Erynia zaordynowała postój we wsi Koszuty, przy rozsypujących się drewnianych młynach, tak zwanych koźlakach. Przy koźlakach, straszy zajazd w stanie podobnym do młynów – chociaż jest od nich znacznie młodszy. Obfotografowując powyższe, zauważyliśmy reklamę muzeum, znajdującego się nieopodal w dworku … Kontynuuj czytanie
Rogalin
Kolejnym punktem programu był Rogalin. Zawsze kojarzył nam się on z owianymi legendą Dębami Rogalińskimi, ale Rogalin, przede wszystkim, chlubi się pałacem Raczyńskich. Pięknie posadowiony „pomiędzy dziedzińcem i ogrodem” uchroniony w czasach II wojny światowej od zniszczenia bo „gościł” w swych podwojach szkołę Hitlerjugend, stracił jedynie znaczną część wyposażenia. Podczas działań renowacyjnych część dóbr udało się odnaleźć, a część wyposażenia, … Kontynuuj czytanie
Kórnik
Po zakwaterowaniu się w Willi Nestor zdążyliśmy jedynie obejrzeć najstarsze w Polsce arboretum. Co prawda ma 32 hektary, ale da się je obejść w godzinę – nie to, co Wojsławice. Może i zapalony botanik spędził by tam więcej czasu, gdyż różnorodność szaty roślinnej jest ponoć największa w Polsce, ale dla przeciętnego zjadacza chleba „wszystko jest zielone, oprócz paru odcieni brązu”. My … Kontynuuj czytanie
Gołuchów
W. po kądzieli pochodzi z Wielkopolski, więc kiedy nadarzyła się okazja kolejnego przedłużonego weekendu, zaproponował wycieczkę sentymentalną w rodzinne strony. Erynia przyklasnęła, gdyż tam jej za często nie widzieli. Na pierwszy ogień poszedł niedooglądany zamek/pałac w Gołuchowie. Jest to co prawda pałac, ale zbudowany dla księżnej Działyńskiej (de domo) Czartoryskiej, w stylu zamków nad Loarą, na podwalinach rezydencji obronnej, … Kontynuuj czytanie
Hortobágy i Puszta
Rok bez Węgier to rok stracony. Nie chcąc być stratnymi, postanowiliśmy wykorzystać kolejny dłuższy weekend i zawitaliśmy tym razem do Tarcalu. Zamieszkaliśmy w Anna Vendeghaz, bardzo miłym pensjonacie, niestety(?) bez śniadań, ale co tam. Poumawiane wcześniej degustacje zostawiły nam wolnym pierwszy dzień pobytu. Trzeba było coś wymyślić. Nieopatrznie Erynia pozwoliła W. pobawić się mapą, a ten doszedłszy do … Kontynuuj czytanie
od Pieskowej Skały do Tenczynka
W ostatni dzień zwiedzania Polski z Daro rzuciliśmy okiem na parę miejsc położonych bliżej Chrzanowa. Pierwszym z nich był zamek Pieskowa Skała. Pogoda piękna, ludzi jeszcze niewiele, z przyjemnością weszliśmy na zamek i zwiedziliśmy, w niezbyt wielkim towarzystwie, pomieszczenia zamkowe. Ciekawe, że „papucie” filcowe były wymagane tylko do adidasów. Niestety we wnętrzach zdjęć robić nie było można – prawo gospodarza. Po … Kontynuuj czytanie
Wrocław – patriotycznie
Dzień Konstytucji postanowiliśmy świętować patriotycznie, a mianowicie oglądając Panoramę Racławicką. Co prawda już ją kiedyś widzieliśmy, ale było to dawno: Erynia w podstawówce, a W. na studiach – najwyższy czas był na powtórkę. Całe szczęście, że bilety kupiliśmy wcześniej przez internet, bo w kasie o 9:00 rano wisiała karteczka z informacją, że biletów brak. Pogratulowaliśmy sobie przezorności. Samo zwiedzanie jest zorganizowane całkiem … Kontynuuj czytanie
Powtórka z Dolnego Śląska
Kolejny wypad na Dolny Śląsk postanowiliśmy zacząć od miejsc niedooglądanych. Kilka lat temu byliśmy już w Mosznej, niestety zamek oglądaliśmy wtedy tylko zewnątrz. W środku znajdował się ośrodek leczenia nerwic i nie było szansy dokładniej zwiedzić dawnej siedziby rodu Thiele-Winkler. Jakiś czas temu doszły nas jednak słuchy, że ośrodek się wyprowadził (czy też zakończył działalność), a zamek można obejrzeć … Kontynuuj czytanie
Wieliczka bez kopalni
Kopalnię w Wieliczce już kiedyś widzieliśmy, więc i tym razem skorzystaliśmy z możliwości zakupu zwiedzania kopalni z przewodnikiem rosyjskojęzycznym, i wysłania z nim Daro w czeluście solne. By mieć pewność zakupu biletów, przyjechaliśmy trochę wcześniej i mieliśmy prawie godzinę do wejścia do kopalni. Postanowiliśmy więc pooddychać solanką w tężni solankowej. Świetny pomysł na przyciągnięcie turystów z jednoczesnym wykorzystaniem wód kopalnianych. W. co prawda nie okazywał … Kontynuuj czytanie

