świątynie
do Ostuni
Tym razem historia zaczęła się 9 lat temu. W dawnej pracy Erynia siedziała obok koleżanki S., która całkiem świeżo wróciła z Erasmusa w Bari. Tak długo opowiadała o Apulii, że aż Erynia nie wydzierżyła i zadeklarowała, że jak wygra w lotka, to zabiera Ją na miesiąc do Apulii w roli przewodnika. Minęły lata, żadna z nich nie wygrała pieniędzy, za to Erynia dorobiła … Kontynuuj czytanie
Beskid Niski – słonecznie
Śniadanie przeszło nasze oczekiwania, wprost wyśmienite, na poziomie wielkopolskim, a dalej to już było szaleństwo. W. w swej złośliwości przeszedł samego siebie. Erynia co prawda zasugerowała wcześniej by wybrał kilka cerkiewek na Szlaku Architektury Drewnianej, ale nie spodziewała się jedenastu punków nie licząc tego „po drodze”. Tym razem mieliśmy wiele szczęścia bo była akurat niedziela i wiele z kościołów … Kontynuuj czytanie
Beskid Niski – deszczowo
Mama Erynii dała się namówić na sanatorium w Wysowej – tym razem z bólem wielkim. Dla nas, wypad w tamtą stronę tradycyjnie stał się okazją do obejrzenia okolicy. Dodatkowo zmotywował nas Pudelek, którego relacje z pieszych wędrówek ([1], [2]) zapowiadały ciekawe przeżycia. Zanim jednak ruszyliśmy w trasę, jak zwykle zawitaliśmy na obiad do Gościnnej Chaty. O ile jadło wciąż trzymało poziom, o tyle … Kontynuuj czytanie
Poznań
Trudno nie wspomnieć, że i w poznańskim hotelu śniadania były równie obfite i smaczne, jak to w Wielkopolsce. Z ciekawostek: zamiast parówek, na ciepło podali białą kiełbasę. W. był wniebowzięty. Dobry humor nie opuszczał nas przez następnych kilka godzin, gdy w ramach kontaktów rodzinnych odwiedziliśmy w podpoznańskich Chybach dawno nie widzianą ciocię W. Poza kawą, domowym ciastem i lodami, delektowaliśmy się ciekawą … Kontynuuj czytanie
Tarce, Radlin i Klęka
Kolejny punkt programu był nieplanowany, ale bardzo malowniczy, na mapie „uratowanych zabytków”, w miejscowości Tarce, W. zoczył, niedawno odremontowany pałacyk, w zadbanym parku, pełniący obecnie rolę domu weselnego. Wnętrza pałacyku nas zauroczyły. Chociaż nie jest on zbyt stary, raptem 150 lat, to ma ciekawe dzieje, a w swojej historii gościł nawet szkołę dla dziewcząt. Po zadbanym pałacyku zobaczyliśmy … Kontynuuj czytanie
Słowacja etnograficznie
Wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć. Nastała niedziela, a zarazem dzień powrotu. Powrót jednak można sobie przedłużyć. Dzięki drogowej pomyłce W. sprzed kilku dni, dysponowaliśmy słowacką winietą i mogliśmy sobie pozwolić na zmianę trasy. Na pierwszy przystanek wybraliśmy niedooglądany kościół pod wezwaniem Ducha Świętego w Żehrze. Cóż, nadal nie dooglądaliśmy. Co prawda brama była otwarta, zewnętrzne drzwi … Kontynuuj czytanie
Sobótka i Świdnica
W. byłby nieszczęśliwy, gdyby przy pobycie na Dolnym Śląsku nie odwiedził Sobótki. Wszak to tam czuje się jak w Domu. Tym razem mieliśmy chwilę czasu by zrobić sobie krótki spacer (he, he…), który z założenia miał skończyć się na Dolnym Schronisku (to dawna nazwa, teraz to Dom Wycieczkowy). W sumie założenie zostało osiągnięte, gdyż w końcu wylądowaliśmy na Dolnym … Kontynuuj czytanie
Wrocław – patriotycznie
Dzień Konstytucji postanowiliśmy świętować patriotycznie, a mianowicie oglądając Panoramę Racławicką. Co prawda już ją kiedyś widzieliśmy, ale było to dawno: Erynia w podstawówce, a W. na studiach – najwyższy czas był na powtórkę. Całe szczęście, że bilety kupiliśmy wcześniej przez internet, bo w kasie o 9:00 rano wisiała karteczka z informacją, że biletów brak. Pogratulowaliśmy sobie przezorności. Samo zwiedzanie jest zorganizowane całkiem … Kontynuuj czytanie
Powtórka z Dolnego Śląska
Kolejny wypad na Dolny Śląsk postanowiliśmy zacząć od miejsc niedooglądanych. Kilka lat temu byliśmy już w Mosznej, niestety zamek oglądaliśmy wtedy tylko zewnątrz. W środku znajdował się ośrodek leczenia nerwic i nie było szansy dokładniej zwiedzić dawnej siedziby rodu Thiele-Winkler. Jakiś czas temu doszły nas jednak słuchy, że ośrodek się wyprowadził (czy też zakończył działalność), a zamek można obejrzeć … Kontynuuj czytanie
Wieliczka bez kopalni
Kopalnię w Wieliczce już kiedyś widzieliśmy, więc i tym razem skorzystaliśmy z możliwości zakupu zwiedzania kopalni z przewodnikiem rosyjskojęzycznym, i wysłania z nim Daro w czeluście solne. By mieć pewność zakupu biletów, przyjechaliśmy trochę wcześniej i mieliśmy prawie godzinę do wejścia do kopalni. Postanowiliśmy więc pooddychać solanką w tężni solankowej. Świetny pomysł na przyciągnięcie turystów z jednoczesnym wykorzystaniem wód kopalnianych. W. co prawda nie okazywał … Kontynuuj czytanie
Kraków z Przewodniczką
Kolejne dni przeznaczyliśmy na Kraków ale, na pierwszy ogień, poszedł skansen w Wygiełzowie – leży po drodze do Krakowa (to był to już nasz „kolejny raz”). Właściwe zwiedzanie zaczęliśmy dopiero w Krakowie i to w sposób dla nas nietypowy – z przewodnikiem. Powodem takiego podejścia do zwiedzania była pochodząca z Gruzji Daro i nasza znajomość języka rosyjskiego – zbyt słaba, by móc oprowadzać Gruzinkę po … Kontynuuj czytanie
Cabo Girão i Câmara de Lobos
Pogoda wciąż była dla nas łaskawa, wróciliśmy więc w okolice niedooglądane. Pierwszym punktem był Cabo Girão (przylądek Girao) – jeden z najwyższych klifów Europy (nigdzie nie znaleźliśmy listy takowych). Widoki stamtąd były oszałamiające (zwłaszcza gdy się stało na szklanej platformie), niemniej wiatr urywający głowę sprawił, że czym prędzej stamtąd zwialiśmy. Miejsce to związane jest legendą o królu Władysławie Warneńczyku. … Kontynuuj czytanie
Santo Da Serra i Dolina Zakonnic
Informacje uzyskane wczoraj od dwóch Polek zaowocowały naszą dzisiejszą marszrutą, a przynajmniej początkowym jej kierunkiem. Postanowiliśmy obejrzeć targ w Santo Da Serra (Mercado do Santo da Serra) odbywający się akurat w tę niedzielę (może i we wszystkie niedziele). Daleko nie było więc niezbyt się spieszyliśmy, a i tak dotarliśmy o całkiem przyzwoitej porze. Po zaparkowaniu i starcie programu „kontakt z miejscowymi”, dowiedzieliśmy się, … Kontynuuj czytanie
Ogród botaniczny i Monte
Kwiaty to była domena W., ale tym razem to Erynia zaproponowała kierunek na ogród orchidei i botaniczny, a przy okazji Monte („parafię na górce”). W. przemyślał kolejność i wyszło mu, że najlepiej zaparkować przy ogrodzie z orchideami, następnie przejść przez ogród botaniczny kolejką linową pojechać na Monte, zjechać saniami i wrócić pieszo do samochodu (drogi nie znalazł, ale co tam). … Kontynuuj czytanie
São Vicente i na zachód
Wyspa jest pochodzenia wulkanicznego. W. przypuszcza, że podobnie jak Hawaje, Madera i wyspy Kanaryjskie są efektem przemieszczania się skorupy ziemskiej nad „punktem gorącej lawy” – ale nie będzie się upierał przy swoim zdaniu. Faktem jednak jest, że po okresie gorącym już od bardzo dawna wyspa głaskana wodą i powietrzem zmieniła swoją „powierzchowność”. Historię geologiczną wyspy obejrzeć można tylko … Kontynuuj czytanie
Funchal – zabytki
Kolejnym przystankiem była pierwsza szkoła na Maderze czyli Kolegium Jezuitów, a obecnie Uniwersytet, gdzie bardzo miła wolontariuszka ze Szwajcarii oprowadziła nas po terenie, opisując ciekawostki. Ona sama była jedną z nich – córka Portugalki z Madery i Hiszpana urodzona w Szwajcarii, a i nazwisko miała też śliczne „Bueno”. (Erynia: Tyle Chłop zapamiętał z oprowadzania). Erynia zapamiętała jeszcze fortepian sprzed ponad stu lat, należący … Kontynuuj czytanie
Okolice Ołomuńca
Nie wszystko co dobre koniecznie musi być w centrum. Kilka kilometrów od Ołomuńca znajduje się jedna z jego dzielnic – . Jak sama nazwa wskazuje, jest to teren górujący nad miastem (tak, są widoki), zaś świętość objawia się barokową Bazyliką Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, jednym z miejsc pielgrzymkowych na Morawach. Jako że pogoda nas nie rozpieszczała, to i dzikich … Kontynuuj czytanie
Ołomuniec
Wstawanie było trudne i na dodatek przerwane koniecznością zejścia na śniadanie (całkiem, całkiem). Po śniadaniu kontynuowaliśmy wstawanie, aż wreszcie około 10. poszliśmy na stare miasto. Po części czuliśmy się usprawiedliwieni, bo pogoda była „pod zdechłym Azorkiem” – lało. Zaczęliśmy spacer od zejścia do Open Wine – sklepu winiarskiego. Był w tym samym budynku co hotel. Trochę zawiodła … Kontynuuj czytanie
Edirne
Rankiem zerwaliśmy się z foteli stosunkowo późno, bo dopiero o 7:30. Tak, potwierdzamy: naszym wakacyjnym, samochodowym, pobudkowym standardem jest szósta rano. W sumie nie było się po co spieszyć. Nasz kolejny cel był niedaleko, a i tak wszystkie atrakcje otwierają się z reguły o 10:00 rano. Edirne (bo to był ten cel) kilkukrotnie już omijaliśmy, jadąc w głąb Turcji. Zawsze było: „może kiedyś, … Kontynuuj czytanie
Remont w Divriği
Do Sarpi dotarliśmy szybko, lecz niestety na przejściu zaczęły się schody. Do odprawy czekała cała wielka, krzycząca grupa ludzi. Po pewnym czasie przejechały dwa puste autokary więc możliwe, że celnicy puścili ludzi osobno, a autokary osobno i odprawa trwała dłużej niż normalnie. Dalej już było standardowo. W okolicy Rize W. szukał herbaty (i zielonej w dużych paczkach nie znalazł). … Kontynuuj czytanie

