browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Avetrana, Manduria i Oria

Minął pierwszy tydzień pobytu we Włoszech, przyszedł więc czas przeprowadzki znad Adriatyku na „jońską” stronę obcasa, do San Pietro in Bevagna. Raptem kilkadziesiąt kilometrów ale jazda wyładowanym po brzegi samochodem do najprzyjemniejszych nie należała. Ponieważ na miejsce dotarliśmy w miarę wcześnie to zdążyliśmy jeszcze zjeść małe co nieco w restauracji Solo Al Sud. W. musiał oczywiście rzucić się na smażone owoce morza – mieszanka była wyśmienita. Kwatera Sala Bianca trochę mniej. Jest to typowy wytwór kurortowy typu „macie wszystko a jak się nie podoba to sp…adajcie”. Apartament składa się co prawda z dwóch sypialni, pokoju wspólnego z aneksem kuchennym i łazienki ale usytuowane to wszystko jest tak, że nie ma żadnego przewiewu. I znowu, niby jest klimatyzacja, i nawet dmucha ale nie chłodzi. Niby w kranie jest woda ale nawet zarządzający sugeruje by jej nie używać do picia (jest lekko słona) i chodzić kilka metrów za ośrodek i nabierać wodę z hydrantu. Po przyjeździe zarządzający (właściciel jest w Turynie i zajmuje się głównie przepraszaniem przez telefon) zażyczył sobie dodatkowo po 10€ od osoby „na prześcieradła” (50€ za 3 prześcieradła – tyle było łóżek) a jak byśmy nie zrobili drobnej awantury, to spalibyśmy w prześcieradłach niedopranych po oliwce poprzednich turystów – jedno dostarczył nowe. Zupełnie poronionym pomysłem jest kuchenka elektryczna (nie indukcyjna) – w kuchni bez przewiewu. Na dodatek właściciel „wiedział, ale nie powiedział”, że jest uszkodzona i po dwóch dniach padła. Ale na balkonie jest roleta, na terenie jest basen i jest 750m do morza – drogą asfaltową.
do galerii Google+

salina i Avetrana

Po rozładowaniu bambetli, znajomi poszli na plażę a nas tradycyjnie wywiało. Z drogi rzuciliśmy okiem na Salinę dei Monaci przy Torre Colimena, ale różowych (ani żadnych innych) flamingów tam nie było. Później doczytaliśmy, że bywają: zimą i wczesną wiosną. Za to obejrzeliśmy dużo mew i poczuliśmy mnóstwo komarów. Nic to, przejechaliśmy dalej przez Avetranę, odnotowując w pamięci zamknięty sklep z częściami samochodowymi (pezzi di ricambio) – filtr powietrza zaczął domagać się wymiany. Kolejnym punktem programu, był szybki spacer w mieście sięgającym korzeniami starożytności – Mandurii. Z ciekawostek architektonicznych rzuciła nam się w oczy
do galerii Google+

Manduria

kalwaria w centrum miasta, przy kościele św.Franciszka. Jej budowa rozpoczęła się w 1839r. gdy pięciu księży krzewiących kult pasyjny, wygłosiło w mieście kazanie z okazji Wielkiego Postu. Aby upamiętnić to wydarzenie, księża zaproponowali postawienie w mieście pięciu krzyży (każdemu po jednym), co też uczyniono na obecnym placu Vittorio Emanuele II. Jako że miejsce nie zostało uznane przez mieszkańców za wystarczająco godne kultu, miejscowy rzemieślnik Giuseppe Renato Greco, przez kolejnych czterdzieści lat tworzył kalwarię (w jego mniemaniu) z prawdziwego zdarzenia. Z ceramicznych i porcelanowych skorup (zbieranych po miejscowych domach), z muszli, kamyków, kawałków kryształów i luster tworzył sceny biblijne. Poza kalwarią, niechcący wyszło mu muzeum ceramiki pod gołym niebem, gdyż zdaniem specjalistów, kalwarię tworzy ceramika produkowana od XVI-XIX wieku z terenu całej Apulii a nawet Neapolu. No cóż… de gustibus non est disputandum, ale przyznajemy, że czegoś takiego (według W. religijno-artystycznego koszmarku) nie widzieliśmy nigdzie indziej.
Primitivo

Primitivo


Dla odmiany z ciekawostek winnych, okolice słyną z wina Primitivo di Manduria (uprawiane od XVIIIw.), a w mieście znajduje się nawet muzeum poświęcone temu szczepowi. Dla niewtajemniczonych, wiek później szczep został zawleczony za ocean do Kalifornii, gdzie nosi nazwę Zinfandel.
Wraz z nastaniem zmierzchu, dotarliśmy do miasteczka Oria, kolejnego, według Herodota, sięgającego czasów starożytnej Messapii.
do galerii Google+

Oria


To z kolei miasteczko szczyci się:

  • normańskim zamkiem (zamkniętym z powodu remontu),
  • katedrą (zamkniętą z powodu remontu), przy której jest taras z widokami na niżej położone dzielnice miasta,
  • urokliwą starówką sięgającą miejskich bram, a w niej dzielnicą żydowską, gdzie do XVw. zamieszkiwała jedna z najstarszych społeczności żydowskich w Europie – nie dostrzegliśmy jakichś specjalnych różnic architektonicznych.

Trzeba przyznać – miasteczko ma swój nastrojowy klimat.

poprzedni
następny

4 odpowiedzi na Avetrana, Manduria i Oria

  1. Erynia

    No niezupełnie. Myślę, że jednak generalizujesz. Kwatera pod Ostuni była naprawdę fajna. Natomiast śmieci przy drogach faktycznie przypominały Albanię. Ale też trzeba pamiętać, że w Apulii wylądowało sporo imigrantów z szeroko pojętych Bałkanów i to też wiele tłumaczy.

    • Pudelek

      Ogólnie to Włochy do najczystszych krajów nie należą i chyba nie jest to głównie wina migrantów. Jak się tak człowiek tam trochę pokręci, to czuje, że ich podejście do czasu, porządku, organizacji jest na wskroś śródziemnomorskie i nie traktuję tego jako komplementu.

  2. Pudelek

    Czytając o gospodarzu noclegu dochodzę po raz kolejny do wniosku, że Włochom bliżej do Libii niż to tej Europy za Alpami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *