browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Kolorowe Jeziorka

Z wielką przyjemnością zrobiliśmy sobie powtórkę z już widzianych miejsc, szczególnie dla nas miłą bo mogliśmy pokazać te miejsca M.
do albumu zdjęć

Kolorowe Jeziorka

Rozpoczęliśmy od sztandarowego punktu Rudaw Janowickich – Kolorowych Jeziorek. Jeszcze 10 lat temu, parkowało się na dziko, pod lasem, teraz prywatnych parkingów namnożyło się od groma. W efekcie działań naganiaczy, zrobiliśmy ciut dłuższą trasę niż początkowo planowaliśmy i zapłaciliśmy więcej niż mogliśmy. Teoretycznie można było dojechać prawie pod pierwsze z jeziorek – droga wygląda na nową, podobnie jak i istniejący przy niej kemping. Samą trasę pieszą Erynia pamiętała jako miłą, lekką i łatwą do przejścia, toteż zdziwiła się gdy parkingowy się skrzywił mówiąc, że część szlaku jest rozjechana przez samochody a na reszcie powychodziły korzenie. O ile to pierwsze faktycznie było wkurzające (choć i tak daleko było temu do Gorców), o tyle korzenie robiły za stopnie i stopery na momentami bardziej stromych fragmentach. Nie przypominamy sobie też licznych tablic informacyjnych, punktu gastronomicznego czy zadaszonych stołów z ławami. Uruchomiono nawet kamerę do oglądania jeziorek na żywo. Cóż, cena popularności, a poza tym: „business is business”. Rozczarowały za to same jeziorka – po tych paru latach suszy żółte zamieniło się w ciemne bajoro, purpurowe znacząco zmniejszyło swoją powierzchnię choć jeszcze nie kolor (chociaż W. określił je jako „w kolorze gnojówki”), tylko błękitne trzymało fason. Do zielonego nie było po co iść, bo, według opinii parkingowego, okresowo pojawia się na wiosnę albo późną jesienią, po znacznych opadach deszczu. Otoczenie jeziorek, będące połączeniem skalnych wyrobisk łupkowych z krzemiankowymi wychodniami gdzieniegdzie, pokryte u góry lasem, wciąż robiły wrażenie. W. musiał oczywiście iść nietypową ścieżką dołem wyrobiska, ale przez to, oprócz zmęczenia, miał jeszcze frajdę ze znalezienia jednej sztolni nigdzie nie opisanej. Do wszystkich sztolni można było dojść, ale nie wejść. Były one jednak albo zalane wodą, albo robiły za mieszkanie nietoperzy, ale wszystkie na wszelki wypadek były okratowane.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.