browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Plac św. Marka i Pałac Dożów

Pewnikiem znowu zapłacilibyśmy jak za zboże, ale Erynia uparła się spytać recepcjonistkę w willi czy zna jakiś tani parking w Wenecji. W. jak to mężczyzna, który już wytyczył trasę, nigdy by na to nie poszedł. Erynia pewnie też nie, ale usiłując coś znaleźć na „urządzeniu zastępczym”, pierwsze co znalazła to angielski tekst „20€ za 3 godziny parkowania?! i wy śmiecie nazywać się tanim parkingiem?!”. Recepcjonistka także miała trudności z odpowiedzią. Zdziwiona przeprosiła, że nie wie, bo „my nigdy nie parkujemy w Wenecji, bo tam jest za drogo. Parkujemy przy stacji San Donà di Piave, a stamtąd pociągi jeżdżą co 30minut do samej Wenecji, w mniej niż godzinę”. Erynia od razu podłapała pomysł i już po 22km jazdy samochodem, wylądowaliśmy pod dworcem kolejowym. Ponieważ jakiś pociąg właśnie odjechał to W. miał dużo czasu by znaleźć miejsce parkingowe w jakimś cieniu (a są trzy darmowe parkingi koło stacji), zaś Erynia na zakup biletów (5,20€*2 – przy najtańszym parkingu w Wenecji zaczynającym się od 21€, a dochodzi nawet do 40€ za dobę).
Posiedzieliśmy trochę na dworcu, później w pociągu, i bez tłoku, i bez problemów dotarliśmy do końcowego przystanku – Santa Lucia, praktycznie przy Canal Grande. Parę chwil zabrało nam zakupienie dwudniowego biletu na vaporetto (weneckie tramwaje wodne) i już płynęliśmy trochę „zewnętrzną” trasą do Placu św.Marka. Akurat ten tramwaj zatrzymał się przy San Zaccaria, ale to rzut beretem od Pałacu Dożów a po drodze obejrzeliśmy jeszcze Most Westchnień. W. całe życie był przekonany, że to były westchnienia zakochanych. Dopiero Erynia uświadomiła mu, że był to most prowadzący z sądu do więzienia (a może i na ścięcie) i z mostu tego skazany mógł westchnąć spoglądając po raz ostatni na świat wolności. I tak to Erynia zniszczyła romantyczne spojrzenie W. na świat. Po tym smutnym akcencie nie pozostało nam nic innego jak pójść do hotelu.
do albumu zdjęć

Spacerkiem po Wenecji

do albumu zdjęć

Na placu Św. Marka


Prosto powiedzieć „pójść”, a tutaj trzeba było przejść przez cały plac św.Marka (Piazza San Marco) z pięknem aż kolącym w oczy i nie przesłoniętym tłumami turystów. Jakoś nam się to udało i po kilkunastu chwilach zbieraliśmy szczęki z ulicy bo p.Agnieszka oszalała i zarezerwowała nam pięciogwiazdkowy(!) Hotel Bauer Palazzo w Wenecji(!) 150m(!) od Piazza San Marco. To znaczy, zafundowała nam hotel Bauer Casanova (trochę mniej gwiazdkowy), ale w recepcji powiedziano nam, że „Casanowa jest obok, ale jak już tu jesteście, a mamy wolne pokoje to zakwaterujemy was tutaj”. Szok! Pokój był z widokiem na kanał z gondolami, łazienka w zielono brązowe marmury z wanną – nie plastikową(!). Szaleństwo! Erynia zaczęła powtarzać mantrę „Nie wierzę, że tu jestem”. Oczywiście W. nie byłby sobą, żeby się do czegoś nie przyczepił. A sprawa nie była błaha jak na hotel pięciogwiazdkowy – wieczorem, nawet po 22., nie można było połączyć się z internetem przez WiFi – brak możliwości uzyskania adresu IP. Takiemu hotelowi to nie przystoi.
Po rozpakowaniu się w pokoju wróciliśmy na Piazza San Marco bo W. zażyczył sobie oglądania Pałacu Dożów (Palazzo Ducale) – od wewnątrz. W końcu było to miejsce, z którego Republika Wenecka prowadziła swoją politykę na znacznych terenach morza śródziemnego. Ponieważ W. zabawiał się przez czas dłuższy przy przejściu przez bramki (drobny striptiz z powodu torebek przy pasku), Erynia zdążyła kupić bilety, i kupiła bilety zbiorcze (25€*2) na 4 (słownie: cztery) muzea – mimo wcześniejszych zapewnień, że ma dość muzeów. Gdy zobaczyła uśmiechniętą minę W. zmieniła mantrę na „cholerny, muzealny sadysta”. Po wejściu do pałacu W. dostał amoku a Erynia zobojętniała na wszystko. Piękno ścian i sufitów przekroczyło granicę jej percepcji piękna.
do albumu zdjęć

Pałac Dożów

W. używał obiektywu aparatu jako osłony, więc olśnienie dopadało go wolniej, ale równie „boleśnie”. Tego nie da się opisywać, to trzeba zobaczyć. A propos „boleśnie” i „zobaczyć” trasa muzealna wiodła również przez salę sądową, most westchnień (jego wnętrzem) i kazamaty więzienne. Więzienie było po drugiej stronie kanału więc przez most, pod którym przepływały gondole pełne westchnień, musieliśmy przejść dwa razy. Staraliśmy się nie wczuwać w tych, którzy przed wiekami przechodzili tędy w kajdanach, ale… szczeliny w ażurowych oknach były bardzo małe…
Ponieważ zwiedzenie trochę nam zajęło, a Erynia, której mewa jedzenie z rąk wyrwała, zaczynała być głodna to trzeba było coś przekąsić. Udało się nam znaleźć, pomiędzy Piazza San Marco a hotelem, małą knajpkę Piccolo Martini prowadzoną przez hindusów, gdzie za 16€ na głowę można było zjeść smaczne dania z ryb lub mięsa – do wyboru. Po drobnym odpoczynku w hotelu, gdy zaczęło się już robić ciemno i przeszło nam trochę oślepienie pięknem Pałacu Dożów, ruszyliśmy na drobny spacer typu: „Wenecja nocą”. Nie często się nam to zdarza więc Erynia wróciła do pierwszej mantry: „Nie wierzę, że tu jestem”.
Na krótko wstąpiliśmy na Plac Św.Marka i tutaj znowu spotkaliśmy pustkę. W restauracji artyści grali do pustych stolików. Nas mogło by to uszczęśliwiać, ale dla restauratorów i artystów to tragedia.

koncert w pustce

Po krótkim koncercie ruszyliśmy w kierunku zakola Canale Grande, by spełnić marzenie Erynii: zobaczyć most Rialto. W. ruszył na azymut ulicami jasno oświetlonymi reklamami znanych modowych marek.
Wenecja nocą

Wenecja nocą

Znacznie przyjemniejsze były sklepiki oferujące maski i kreacje karnawałowe oraz szkła z Murano. Erynia odgrażała się, że jutro tam popłynie. Do mostu Rialto doszliśmy bez większych problemów, przeszliśmy się nim w obie strony i wróciliśmy do hotelu na zasłużony odpoczynek.
poprzedni
następny

6 odpowiedzi na Plac św. Marka i Pałac Dożów

  1. MałgosiaW

    Dwanaście lat temu przejechaliśmy Włochy z północy na Sycylię i z powrotem oczywiście wstępując tylko do kilku kultowych miast , między innymi Wenecji. Bazę mieliśmy na Lido, skąd co chwilę płyną vaporetto. Tańczyliśmy na prawie pustym Pl. Św. Marka bo padał deszcz a muzyka grała. Usiedliśmy potem w tej knajpce pod parasolami żeby wypić sobie lamkę wina. Do Wenecji bym wróciła, a jest tylko kilka miejsc za którymi tęsknię.

    • w.

      Przejazd „dookoła” Włoch to nasze marzenie. Niestety, przy naszym sposobie zwiedzania, są to tylko marzenia – nie dostaniemy paru miesięcy urlopu. 😉
      Ale może kiedyś się uda.

  2. Sandrina

    A ić… Zazdroszczę Wam tej Wenecji na spokojnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.