browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

2017

Rok 2017

Kolejny „Biały Gród”

Przejazdów przez kolejne kraje nie ma co opisywać, było szybko i sprawnie aż do granicy rumuńsko-bułgarskiej, gdzie mieliśmy pecha trafić na koniec zmiany celników: stara zmiana już nie odprawiała, bo kończyła pracę, z kolei nowa też niespecjalnie garnęła się do roboty. W efekcie funkcjonariusze stali w grupkach, popalali papieroski, wymieniali poglądy, niewątpliwie się integrowali a w międzyczasie kolejka aut się wydłużała… Szczęśliwie dla nas, byliśmy drudzy w tej kolejce, … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Regéci Vár

No i przyszedł czas powrotu do Polski. By to nie było za proste W. musiał coś wykombinować. Najpierw skręcił na Boldogkőváralja bo ponoć tam można było znaleźć „coś ciekawego” zrobione z moreli. Niestety nic nie znaleźliśmy a ponieważ twierdzę już kiedyś zwiedziliśmy to ruszyliśmy dalej. Niewiele dalej, bo W. zoczył drogowskaz na Regéci Vár [En]. Zamek widać już było z daleka – także stoi na wysokiej skale, tym razem wśród lasów. … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Mezőkövesd

Żeby nie było, że na Węgrzech to my tylko pijemy wino i łapiemy promile, ruszyliśmy w trasę. Tym razem skusił nas Mezőkövesd, miasto zamieszkałe niegdyś przez jedną z mniejszości narodowych – lud Matyó, słynący z pięknie haftowanych strojów (i damskich, i męskich). Charakterystycznym motywem haftów jest tak zwana róża Matyó. A z haftami związana jest legenda.Zanim jednak dotarliśmy do Mezőkövesd, nasz wzrok przykuł kościół i rondo z bramą do miasta Szerencs. Okazało się, … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Trzy winnice i wioska

  Ach ta nowa praca Erynii – ma swoje zalety, ma i wady. Niskie prawdopodobieństwo otrzymania urlopu dłuższego niż dwa tygodnie jest „wadą blogową”. W jej efekcie podejmujemy specjalnie działania wykonywane normalnie „przy okazji”. Tak było i z wizytą na Węgrzech. Wygląda na to, że rok bez odwiedzenia Węgier jest rokiem straconym, więc postanowiliśmy tym razem Węgry (a właściwie rejon Tokaju) odwiedzić specjalnie. Przedłużyliśmy „łikend” o jeden … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Czaszki, papier i bursztynowa komnata

W ostatni dzień weekendu postanowiliśmy pozwiedzać polską stronę Ziemi Kłodzkiej. Zaczęliśmy od Kaplicy Czaszek w Czermnej. W. uparł się by pokazać ją Erynii, więc tym razem Ona ustąpiła. Już z daleka widać było parking wypełniony samochodami i autokarami. Przeczucie nas nie myliło: przed kaplicą był tłum turystów, czekających na swoją kolej zwiedzania, rzecz jasna z bilecikiem w ręku. W końcu kaplica ma ograniczoną pojemność a business is business… Cóż, może … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Kuks

Dnia następnego Erynia zażyczyła sobie obejrzeć barokowy szpital – Hospital Kuks – w miejscowości Kuks. Początkowo W. się opierał, gdyż tym samym uciekło nam zwiedzanie browaru i degustacja piwa w Nachodzie, ale gdy kobieta się uprze… Historia Kuksu zaczyna się gdy hrabia František Antonín Špork (Franz Anton Sporck), przy okazji wizytowania dóbr odziedziczonych po ojcu, dotarł do źródeł w okolicy Łaby. Choć właściwości lecznicze źródeł były … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

od Adršpachu do Kudowy

  Trudno zbyt długo usiedzieć na… miejscu. Spojrzawszy na listę odwiedzonych krajów zauważyliśmy pewne braki – Czechy odwiedziliśmy dotychczas tylko raz. Coś z tym trzeba było zrobić. Ponieważ nie dooglądaliśmy jeszcze Ziemi Kłodzkiej, Erynia wybrała Kudowę-Zdrój jako punkt bazowy trasy. Udało się jej odebrać wolne za nadgodziny – według jej szefa po raz ostatni (trzeba będzie jeszcze nad nim popracować…) – więc już … Kontynuuj czytanie »

8 komentarzy

Mała Panew

W rozmowach rodzinnych padło słowo „kajak” w połączeniu ze słowem „spływ”. Och te rozkoszne iskierki w Erynich oczach… Jako że Erynia nie ma zbyt dużo urlopu, poszukaliśmy trasy bliżej domu, zgarnęliśmy syna W. z dziewczyną i trafiliśmy na Małą Panew. Przy rzece funkcjonuje kilka wypożyczalni kajaków, oferujących spływy dzielone na odcinki w różnych konfiguracjach, od Krupskiego Młyna do Jeziora Turawskiego. Spływy odcinkami można ze sobą łączyć spędzając, w ten sposób, nawet … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Bolesławiec, fajans i ruiny

  No to przyszedł czas na powrót. Nawet pogoda płakała. Zanim jednak ruszyliśmy w kierunku domu trzeba było zobaczyć to po co do Bolesławca przyjechaliśmy – bolesławiecką ceramikę, a właściwie fajans. W bardzo miłej rozmowie z właścicielką Pensjonatu Zielony Dom (który – i którą – wszyscy chwalą a i my możemy pójść za tymi opiniami) oprócz kwestii wakacyjnych (właśnie wróciła z wakacji w Izraelu) i doznań hotelowo-restauracyjnych poruszyliśmy kwestię zakładów ceramiki (a jest … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Okolice Bolesławca

To był pierwszy dzień maja. Wszystkie atrakcje Bolesławca były więc zamknięte. Obsługa hotelu zasugerowała nam dwa ciekawe miejsca pod Bolesławcem. Niestety leżały one po dwóch różnych jego stronach. Jedno to był Zamek Kliczków – na północny zachód, a drugi Zamek Grodziec na południowym wschodzie. Postanowiliśmy zacząć od Zamku Kliczków i wczesnym rankiem, zaraz po śniadaniu – obfitym, nie do przejedzenia, w kilkadziesiąt minut dotarliśmy do zamku, w którego pobliżu trwały przygotowania do XV … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Akwizgran

Do Akwizgranu daleko nie było, w trochę ponad godzinę zjawiliśmy się w hotelu i… udało się załatwić nocleg. Jako że restauracji przy Ibis Budget nie ma (śniadania są całkiem smaczne), ruszyliśmy w kierunku miasta i pierwszym miejscem godnym zainteresowania (na burgery i inne świństwa nie patrzymy) była restauracja (przyhotelowa) Soers. Żeby było śmieszniej okazała się restauracją niemiecko-perską. Na szczęście jedzenie było na dobrym niemieckim poziomie więc opuściliśmy restaurację pojedzeni … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Bruksela i nasz przyjaciel Murphy

Wszystko co dobre kończy się za wcześnie, więc i pobyt u francuskiej rodziny także skończył się za wcześnie. W planach mieliśmy jeszcze Brukselę, Antwerpię i Akwizgran (Achen) a czasu było coraz mniej. Z Sedanu wyjechaliśmy dosyć wcześnie, by było więcej czasu na zwiedzanie. Około 11. stanęliśmy na parkingu podziemnym przy Grand-Place (W. wybrał taki z największą ilością miejsc – ponad 900). Początkowo rozważaliśmy „model wiedeński” czyli park&ride na obrzeżach miasta … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Reims i szampany

Dzień ten przeznaczyliśmy na Reims i degustację szampanów. Zaczęliśmy od katedry (a jakże!) Notre-Dame – trzeba to przyznać wielkiej i z zewnątrz zdobieniami bogatej. W środku zdobień jest trochę mniej za to wrażenie robią witraże – niestety w większości (przez wojny) dosyć nowe, a za ołtarzem nawet nowoczesne (fuj!). Po katedrze przeszliśmy się trochę po pobliskich katedrze uliczkach, obejrzeliśmy ratusz i parę architektonicznie ciekawych domów, niestety większość starej zabudowy ucierpiała podczas ostatniej … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Crupet i Durbuy

W planach mieliśmy belgijskie miasto Namur, i nawet do niego dotarliśmy, nawet więcej: pojeździliśmy po nim a nawet znaleźliśmy twierdzę, tyle że po mieście jeździliśmy klnąc je w żywy kamień (W.) i szukając parkingu po jednokierunkowych uliczkach. Wszystko było zajęte a jedyny parking z którego wyjeżdżały samochody nie wpuszczał nowych bo papieru w drukarce biletów zabrakło. Po wyczerpaniu asteriksów zdecydowaliśmy olać Namur i pojechać do drugiego z zaplanowanych miejsc: miasteczka Durbuy. Po wyjechaniu z Namur W. zauważył … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Szampański gotyk

Długo myśleliśmy nad następną trasą aż padło na Châlons-en-Champagne bo to i miasto stare (jakieś 2000 lat) i zabytków parę, i UNESCO też się na ten temat wypowiedziało, więc ruszyliśmy w drogę. Aby nie było tak zupełnie pod sznurek, Erynia przypomniała sobie w pewnym miejscu trasy, że jest tutaj-gdzieś inna bazylika z listy UNESCO – i była: La Basilique Notre-Dame de l’Épine. W. skręcił, znalazł i wóz zaparkował a Erynia stwierdziła: „warto było” i poszliśmy oglądać … Kontynuuj czytanie »

5 komentarzy

Dinant

Dla równowagi kolejny punkt zwiedzania znalazł się po belgijskiej stronie granicy, było to Dinant. Małe miasteczko nad Mozą z twierdzą która dawnymi czasy broniła jedynego w promieniu kilkudziesięciu kilometrów mostu na rzece (Słowianie, do przeprawy wojsk, zrobiliby most tymczasowy lub przepłynęli rzekę – oczywiście przed czasami wielkich ciężkich armat). A miejsce to było wykorzystywane w tym celu od XIw. przez czasy Ludwików aż do I wojny światowej. Zawsze toczyły się tu … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Sedan

Sedan reklamuje się jako „Największa Twierdza Europy”. W Polsce znany jest raczej z bitwy pod Sedanem, a co do wielkości sprzeczać się nie będziemy. Historia fortecy zaczyna się w pierwszej połowie XVw., gdy Évrard de La Marck w sześć lat postawił pierwszy zamek. Kolejni spadkobiercy rozbudowywali fortecę a gdy jakieś dwa wieki później Sedan przeszedł w ręce Francji, swoją niewielką cegiełkę dorzucił również słynny Sébastien Le Prestre … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Charleville-Mézières

Dzień ten poświęciliśmy dwóm sąsiadującym a być może przez to rywalizującym ze sobą miastom: Charleville-Mézières i Sedanowi. Jak sama nazwa sugeruje, Charleville-Mézières powstała z dwóch miast. Leżą one po obu stronach Mozy, a połączone administracyjnie zostały dopiero w 1966r., choć między Bogiem a prawdą, oba miasta „wchłaniały” wcześniej pobliskie a często i starsze od siebie miejscowości. Z interesującej nas dwójki dużo wcześniejsze jest Mézières, które powstało już w X … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Luksemburg

Trasa z Trewiru do Luksemburga przebiegła prawie bez dodatkowych doznań. Ponieważ jednak „prawie” czyni różnicę to i tym razem uczyniło. Na początek, W. nie dogadał się z GPSem i trochę kręcąc wyleciał na trasę biegnącą brzegiem Mozeli. Nie wiemy czy to była trasa planowana ale opłaciła się i widokowo, chociaż chwilami kropiło, i degustacją wina – W. nie był w stanie nie skręcić w bok na widok winiarni Winzerhof Löwener Mühle. Tym razem szczęście mu dopisało. Bardzo miła … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Trewir

Marzec upłynął nam głównie na zmaganiach z prawem Murphiego, tak że o podróżach nawet nie myśleliśmy. Kiedy wreszcie udało nam się względnie opanować sytuację, minął miesiąc a my postanowiliśmy zmienić otoczenie. Tym razem o kierunek zadbał Syn W., który zakochał się, ze wzajemnością, w pięknej Francuzce. Dzięki temu zostaliśmy zaproszeni na kilka dni do Francji przez, tym samym, Naszą Francuską Rodzinę. Takiej okazji nie mogliśmy przegapić no i Erynia cieszyła … Kontynuuj czytanie »

5 komentarzy