fortyfikacje
Budva
Kolejnym etapem naszej drogi stała się Budva. Nie zamierzaliśmy zwiedzać nowego miasta – nie nasze klimaty – za to stare miasto jak najbardziej. Przy okazji, rzuciliśmy okiem z góry na Świętego Stefana i jakoś ta wyspa ciągle nie przypadała nam do gustu. Przed Budvą Erynia stwierdziła, że przewodnik po Czarnogórze sugerował monaster Podostrog (miał znajdować się na obrzeżach Budvy) … Kontynuuj czytanie
Stary Bar i Petrovac
Kolejnym miejscem na naszej drodze był Bar, a właściwie Stary Bar – bez skojarzeń. Pić nie dawali, za to ruin za parę euro można sobie było pooglądać do woli. Rzecz jasna, znalazł się ktoś do pobrania opłaty parkingowej (2€). Stara zabudowa ciekawa była o tyle, że W. znowu wpadł w amok fotograficzny. Erynia stwierdziła, że po Albanii już nic … Kontynuuj czytanie
Szkodra
W miłej atmosferze i przy pięknych widokach zjeżdżaliśmy z przełęczy Llogara zatrzymując się co jakiś czas dla podziwiania widoków aż przy kolejnym z postojów przestał działać rozrusznik. „Z rozpędu” silnik startował, z kluczyka nie chciał. No to postanowiliśmy jechać do Szkodry jednym cugiem, z opcją nie zatrzymywania się nawet tam – a jak już, to na górce. Po drodze W. zobaczył jednak serwis … Kontynuuj czytanie
od Butrintu do Llogarasë
Od spotkanych w muzeum etnograficznym w Gjirokastrze Polaków dowiedzieliśmy się o Blue Eye – ciekawostce geologiczno-hydrologicznej. 22 km przed Sarandą jest źródło, z którego wypływa rzeka o szerokości – od razu! – paru metrów. „Otwór” o średnicy kilku i głębokości kilkudziesięciu metrów ma kolor błękitny, stąd jego nazwa. Wokół tłumy ludzi (duży odsetek Włochów), woda ma około 9°C, więc co najwyżej moczą nogi (my też). Jakieś … Kontynuuj czytanie
od kanionu do kasztelu
Po śniadaniu, około 9:30, ruszyliśmy w drogę – dziurzastą, zakręciastą i… przepiękną! Dodatkowymi atrakcjami były zwierzęta gospodarcze. Jedzie sobie człowiek, nie za szybko – bo droga jak wyżej – a tu za zakrętem staje sobie nos w nos z krową. Staje to dosyć dokładne określenie, bo krowa(-y) stoi i przyglądając się turystom nie zamierza tego stanu zmieniać. Mijając je trzeba uważać … Kontynuuj czytanie
Zatoka Kości i św.Naum
W końcu trzeba było pożegnać się z Ochrydą i ruszyć dalej. Zanim jednak dotarliśmy do Albanii, zahaczyliśmy jeszcze o Zatokę Kości. Pani w informacji turystycznej polecała nam bardzo „muzeum na wodzie”. Początkowo sądziliśmy, że chodzi o jakieś muzeum związane z rybami czy historią rybołówstwa. Nieco się pomyliliśmy. Z daleka, można było pomyśleć, że przenieśliśmy się do luksusowego kurortu na Bali (ten … Kontynuuj czytanie
Ochryda i Struga
Do Ochrydy dojechaliśmy częściowo płatną, częściowo autostradą (40MKD). Po drodze mijały nas piękne samochody, których kierowcy nie dostrzegali piękna otoczenia. A góry i przełęcze były śliczne. Zresztą nie tylko przełęcze — na bliższych Ochrydzie miejscach postojowych udało nam się kupić miód „z wysokich borów” — chyba spadziowy (200MKD/0.5l) — i kasztanowy (240MKD/0,5l). W. oczywiście musiał kupić zioła na herbatki … Kontynuuj czytanie
Nowy Sad
Dalszą drogę do Nowego Sadu postanowiliśmy przebyć omijając autostradę, i mimo że droga miejscami była jak stara betonówka pod Wrocławiem (już jej nie ma) to i tak się opłacało. 24km przed Nowym Sadem, pod Sirigiem, Erynia zoczyła „Bor” Čardę – restaurację z hotelem. Pokój 2os. ze śniadaniem za 2000RSD (20€) – a kolacja – zestaw mięs (niby … Kontynuuj czytanie
Miszkolc i okolice
Poranek rozpoczął się rozkosznym śniadankiem w Hotelu Kitty – karnet wykupiliśmy przy zapłacie za pokój. Planowaliśmy pojechać z samego rana do Lillafüred, po drodze wstępując na targ. Targ był świetny, dobrze zorganizowany. Może nie wszystko tam było, czego człowiek mógł się spodziewać – nie znaleźliśmy serów – ale wybór był i tak duży. Rzodkiewki wielkości buraka! I wina w paru … Kontynuuj czytanie
Zamek na Szczęśliwej Skale
Dzień drugi rozpoczął się, dzikim świtem około siódmej. Po lekkim śniadaniu opuściliśmy Koszyce. Trasa zapowiadała się spokojnie, niebo niebieskie, chmurek kilka – i gdyby nie zimny północny wiatr byłoby uroczo. I tu nagle, parę kilometrów za granicą (winieta 10dni/12,5€), W. zjechał z trasy na Miszkolc – oczywiście musiał wymyślić jakąś niespodziewajkę. Po kilkunastu kilometrach sprawa się wyjaśniła. Poczytał relację … Kontynuuj czytanie
Stawy Milickie i Trzebnica
Z miastem Milicz, stawami i Baryczą Erynia zetknęła się „literacko” wiele lat temu – we wspomnieniach Zofii Krauzowej („Rzeki mojego życia”). Kiedy w ostatnie święta dostała w prezencie wspomnienia Marii hrabiny von Maltzan („Bij w werbel i nie lękaj się”), doszła do jedynie słusznego wniosku, że musi tam pojechać i na własne cztery oczy obejrzeć miejsca tak pięknie opisywane przez obie … Kontynuuj czytanie
Kotlina Kłodzka
Ostatni przejazd autostradą – póki jeszcze bezpłatna – i odbicie na południe w kierunku na Nysę. Miasto przejechaliśmy szybko, chociaż chcieliśmy rzucić okiem na twierdzę to jakoś się nam do oczu nie rzuciła. Spróbujemy kiedyś jeszcze raz, może przy okazji obejrzymy całe miasto. W Kotlinie pierwszym punktem trasy był Złoty Stok z jego kopalnią złota. W. już kiedyś tam … Kontynuuj czytanie
Krzeszowice… i nie tylko
Zachęceni opowieścią pana Piotra Adamczewskiego o Antonim Teslarze, postanowiliśmy zajrzeć do Krzeszowic. Poza tym chcieliśmy zadać kłam powiedzeniu „cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”. Krzeszowice, małe (10 tys. mieszkańców) miasto wzbudziło w nas mieszane uczucia. Z jednej strony piękny park i sukcesywnie odnawiane, i używane na cele publiczne, zabytki, mogące równie dobrze znaleźć się w uznanym turystycznym … Kontynuuj czytanie
Kaczyka i malowane monastery
Do Suczawy dojechaliśmy z Cricovej jednym ciągiem. Mieliśmy co prawda pewne plany co do zwiedzania Starego Orhei (Orheiul Vechi), ale Mołdawska „uprzejmość” zniechęciła nas do dłuższego tam pobytu – może kiedyś… W efekcie pozostały nam mołdawskie leje – nie do wymiany, poza Mołdawią. A szkoda – moglibyśmy dokupić jeszcze mołdawskiego wina, a tak zostały na „następny raz”. Kilka godzin … Kontynuuj czytanie
droga z Krymu
Odessa to milionowa aglomeracja niezbyt zachęcająca wyglądem przy wjeździe. Warto jednak było odstać swoje w korkach, by dostać się do centrum. Miasto powstało mniej więcej w tym samym czasie co Sewastopol, jednak jest między nimi spora różnica. Sewastopol to przede wszystkim port wojenny, turyści nawet tam jeżdżą, ale jakoś ich nie widać. W Odessie, przed prawie każdym … Kontynuuj czytanie
Inkerman i Bałakława
Nazwa „Inkerman” historykom kojarzy się z Wojną Krymską, enologom z winem o nienajlepszej reputacji, a nam będzie kojarzyć się z kamieniołomami. W Inkermanie poszukiwaliśmy Monasterskiej Skały, gdzie (zgodnie z nazwą) można zwiedzić monastery wykute w skale. Pierwszy z monasterów, św.Klemensa, został założony w VIII wieku przez bizantyjskich uchodźców. Nad klasztorami, na skale znajdują się ruiny twierdzy Kałamita (Kalamita). Twierdza początkowo miała ochraniać port handlowy … Kontynuuj czytanie
wulkany, błota i Teodozja
Ograniczeni czasem, chcąc obejrzeć wulkany błotne, nie zobaczyliśmy innych atrakcji Kerczu, coś za coś. Prawie prosto z Kerczu pojechaliśmy do Bułganackiej Grupy Wulkanicznej (tak brzmi ich oficjalna nazwa), a chociaż znajduje się ona kilka kilometrów od Kerczu, obok wsi Bondarenkowo z braku drogowskazów jechaliśmy nieco „na czuja”. Zaraz za Kerczem przejechaliśmy cmentarz pełen świeżych grobów. Czyżby cholera? … Kontynuuj czytanie
Symferopol, Rybaczie i Sudak
Pierwszym postojem na Krymie był Symferopol – stolica Autonomicznej Republiki Krymu. Do tego miasta przyciągnęły nas 2 rzeczy: rezerwat archeologiczny Neapol Scytyjski oraz „staryj gorod” – dawna dzielnica tatarska, miejsce do której lepiej po zmroku się nie zbliżać. Co prawda, niektórzy mieszkańcy odradzali nam wizytę nawet w dzień, ale ciągotki archeologiczno-spelunkowate przeważyły… Obejrzeliśmy meczet i pobieżnie najbliższe mu … Kontynuuj czytanie
Lwów
Na pierwszy ogień poszedł Lwów. Dotarliśmy tam bladym świtem około 6 rano, za wcześnie na zakwaterowanie się, za późno na sen. Ulice były pełne dozorców zamiatających posesje. Z marszu wybraliśmy się na Kopiec Unii Lubelskiej. Byliśmy święcie przekonani, że w sobotę, o tak młodej godzinie będziemy tam sami. Otóż nie. Po drodze mijali nas biegacze, młodzi ubrani „randkowo” … Kontynuuj czytanie
od Bunratty po Kinsale i Cork
Nie samą wodą człowiek żyje, zanurzyć się trzeba i w historii. Znowu W. i jego archeologiczne ciągotki. Usłyszał od G., że w Irlandii jest sporo kamieni, mniej lub bardziej megalitycznych. Poszukaliśmy w przewodniku, i pojechaliśmy w kierunku Limerick. W. chciał się zobaczyć grób gigantów, był taki w przewodniku, ale z żaden sposób nie można było tego zlokalizować. W końcu pojechaliśmy przez Adare – urocze miasteczko z bardzo … Kontynuuj czytanie

