zbytki i zabytki
Reims i szampany
Dzień ten przeznaczyliśmy na Reims i degustację szampanów. Zaczęliśmy od katedry (a jakże!) Notre-Dame – trzeba to przyznać wielkiej i z zewnątrz zdobieniami bogatej. W środku zdobień jest trochę mniej za to wrażenie robią witraże – niestety w większości (przez wojny) dosyć nowe, a za ołtarzem nawet nowoczesne (fuj!). Po katedrze przeszliśmy się trochę po pobliskich katedrze uliczkach, obejrzeliśmy ratusz i parę architektonicznie … Kontynuuj czytanie
Crupet i Durbuy
W planach mieliśmy belgijskie miasto Namur, i nawet do niego dotarliśmy, nawet więcej: pojeździliśmy po nim, a nawet znaleźliśmy twierdzę, tyle że po mieście jeździliśmy klnąc je w żywy kamień (W.) i szukając parkingu po jednokierunkowych uliczkach. Wszystko było zajęte, a jedyny parking z którego wyjeżdżały samochody nie wpuszczał nowych bo papieru w drukarce biletów zabrakło. Po wyczerpaniu asteriksów zdecydowaliśmy olać Namur … Kontynuuj czytanie
Szampański gotyk
Długo myśleliśmy nad następną trasą aż padło na Châlons-en-Champagne bo to i miasto stare (jakieś 2000 lat) i zabytków parę, i UNESCO też się na ten temat wypowiedziało, więc ruszyliśmy w drogę. Aby nie było tak zupełnie pod sznurek, Erynia przypomniała sobie w pewnym miejscu trasy, że jest tutaj-gdzieś inna bazylika z listy UNESCO – i była: La Basilique Notre-Dame de l’Épine. … Kontynuuj czytanie
Dinant
Dla równowagi kolejny punkt zwiedzania znalazł się po belgijskiej stronie granicy, było to Dinant. Małe miasteczko nad Mozą z twierdzą która dawnymi czasy broniła jedynego w promieniu kilkudziesięciu kilometrów mostu na rzece (Słowianie, do przeprawy wojsk, zrobiliby most tymczasowy lub przepłynęli rzekę – oczywiście przed czasami wielkich ciężkich armat). A miejsce to było wykorzystywane w tym celu od XI w. … Kontynuuj czytanie
Sedan
Sedan reklamuje się jako „Największa Twierdza Europy”. W Polsce znany jest raczej z bitwy pod Sedanem, a co do wielkości sprzeczać się nie będziemy. Historia fortecy zaczyna się w pierwszej połowie XV w., gdy Évrard de La Marck w sześć lat postawił pierwszy zamek. Kolejni spadkobiercy rozbudowywali fortecę, a gdy jakieś dwa wieki później Sedan przeszedł w ręce Francji, swoją niewielką cegiełkę dorzucił … Kontynuuj czytanie
Charleville-Mézières
Dzień ten poświęciliśmy dwóm sąsiadującym, a być może przez to rywalizującym ze sobą miastom: Charleville-Mézières i Sedanowi. Jak sama nazwa sugeruje, Charleville-Mézières powstała z dwóch miast. Leżą one po obu stronach Mozy, a połączone administracyjnie zostały dopiero w 1966 r., choć między Bogiem, a prawdą, oba miasta „wchłaniały” wcześniej pobliskie, a często i starsze od siebie miejscowości. Z interesującej nas dwójki dużo wcześniejsze jest … Kontynuuj czytanie
Luksemburg
Trasa z Trewiru do Luksemburga przebiegła prawie bez dodatkowych doznań. Ponieważ jednak „prawie” czyni różnicę to i tym razem uczyniło. Na początek, W. nie dogadał się z GPSem i trochę kręcąc wyleciał na trasę biegnącą brzegiem Mozeli. Nie wiemy czy to była trasa planowana, ale opłaciła się i widokowo, chociaż chwilami kropiło, i degustacją wina – W. nie był w stanie nie … Kontynuuj czytanie
Trewir
Marzec upłynął nam głównie na zmaganiach z prawem Murphiego, tak że o podróżach nawet nie myśleliśmy. Kiedy wreszcie udało nam się względnie opanować sytuację, minął miesiąc, a my postanowiliśmy zmienić otoczenie. Tym razem o kierunek zadbał Syn W., który zakochał się, ze wzajemnością, w pięknej Francuzce. Dzięki temu zostaliśmy zaproszeni na kilka dni do Francji przez, tym samym, Naszą Francuską … Kontynuuj czytanie
Trapiści z Orval i zamek w Bouillon
Tym razem mieliśmy przyjemność być pasażerami obwożonymi po miejscach ciekawych. Co prawda nasi szanowni gospodarze wytłumaczyli nam, że we Francji dopuszczalna ilość alkoholu we krwi kierowcy to 0,5‰(!), ale i tak nie chcieliśmy ryzykować jazdy po piwie trapistów. A właśnie tego dnia postanowiliśmy odwiedzić ich klasztor w Orval słynący z produkcji piwa. Klasztor jest stosunkowo duży, ale do zwiedzania … Kontynuuj czytanie
Orle Gniazda: Olsztyn
Remonty nie sprzyjają podróżom więc i nam niespecjalnie udawała się walka z przeciwnościami. W końcu jednak ulegliśmy przeznaczeniu i Erynia powiedziała: „jedziemy”. Tym razem zrealizowaliśmy początek (mamy nadzieję ) serii odwiedzin Orlich Gniazd. W. wymyślił sobie, że od najdalszego (tym razem – wcześniej już parę zwiedziliśmy) więc padło na Olsztyn pod Częstochową. Zamek z piękną historią, niestety dzisiaj już jedynie … Kontynuuj czytanie
Muzeum Śląskie
Niby tak blisko, niby codziennie Erynia przejeżdża obok, ale „jakoś się nie składało”. W końcu jednak przyszedł czas i na Muzeum Śląskie w Katowicach. Jest to jeden z niewielu w Polsce, i rodzący się w bólach, projekt przekształcenia dawnej architektury przemysłowej w budynki „użyteczności nowoczesnej”. I to co już zrobiono wygląda na dobrą robotę, a będzie więcej! Co prawda Erynia kręciła nosem na „szklane pudełka” … Kontynuuj czytanie
Jarmark na Nikiszowcu
Katowice obiektywnie nie słyną z urody, mają wszakże kilka magicznych miejsc. Do jednego z nich zaliczamy (nie tylko my) Nikiszowiec, zwany przez mieszkańców Nikiszem. Kilka lat temu odwiedziliśmy już to osiedle latem. Tym razem wróciliśmy tam by zajrzeć na organizowany w sposób przemyślany od 2008 r. jarmark barbórkowy. Co prawda nie lubimy tłumów, ale ciekawość zwyciężyła, a poza tym tegośmy … Kontynuuj czytanie
La Palma – praktycznie
Pierwsza rzecz, która przychodzi nam na myśl po powrocie: Kanary Kanarom nierówne. Wbrew obiegowej opinii krążącej o wyspach, La Palma faktycznie jest cicha (bez dyskotek), spokojna, dla nas wręcz sielankowa. Czy tak kameralnie będzie zawsze? Nie sądzimy. Świat się zmienia, w popularnych jeszcze niedawno krajach arabskich trwają wojny albo istnieje groźba ataków terrorystycznych. Co gorsza, ataki terrorystyczne … Kontynuuj czytanie
Muzea La Palmy
Dzień przywitał nas mżawką, coś nietypowego!, a akurat wstając wcześniej, mieliśmy nadzieję na ładny wschód słońca. „Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia…”. W zamian dostaliśmy tęczę nad hotelem. Ostatni dzień pobytu na La Palmie przeznaczyliśmy na naukę czyli objazd po muzeach. Akurat dzień wybraliśmy idealnie, mżawka to nie jest to co lubimy najbardziej. Zwialiśmy więc tradycyjnie … Kontynuuj czytanie
Region Garafía
Na przedostatni dzień zwiedzania wyspy, Erynia przewidziała jej północny zachód. Nawigacja wyznaczyła trasę „przez góry” więc przejechaliśmy drogą z dnia pierwszego, opuszczając jedynie wjazd na szczyt kaldery de Taburiente, ale i tak zahaczyliśmy o 2300 m n.p.m. Pierwszym punktem trasy była Informacja Turystyczna w Las Tricias. I to znowu był wyśmienity wybór. Zostaliśmy w nim „zaopiekowani” i „dopieszczeni” zarówno ciepłem obsługi jak i ilością informacji … Kontynuuj czytanie
Lawa
Coraz częściej pojawiające się sugestie „dnia lenia” zaowocowały poniedziałkowym dniem bez zwiedzania (muzea zamknięte), co nie oznaczało jednak całkowitego nieróbstwa – trzeba w końcu amortyzować wynajęty samochód. Erynia zajrzała do swoich notatek i wskazała drogę pomiędzy San Nicolas, a Todoque jako interesujący jęzor lawy z 1949 r., powstały na skutek wybuchu wulkanu San Juan, a w ramach rekompensaty dla W. – plażę … Kontynuuj czytanie
Barranco de las Angustias
Przyszła kryska na Matyska, czyli kolej na Kalderę Taburiente (część trasy PR LP 13). Konkretnie zagnało nas na parking przy wejściu do Wąwozu Strachów czyli po ichniemu Barranco de las Angustias. Tu udało nam się złapać taryfę, która za jedyne 12,25€ ode łba (51€ za cały samochód – zabraliśmy się z dwojgiem Hiszpanów) zawiozła nas jakieś … Kontynuuj czytanie
Szkło i targowiska pod Palmą
Następnego dnia chmurki były mniejsze, ale były. Nie pozostało nam więc nic innego jak powtórnie narazić się na szok termiczny i pojechać znów na zachód. Tym razem wyjechaliśmy o 11:00, gdyż permanentnie niedospana Erynia ogłosiła dzień lenia. Niemniej jednak dała się zwlec z łóżka (o metodach wspominać nie będziemy) i pojechaliśmy oglądać kanaryjskie targowiska. Zanim jednak dotarliśmy do pierwszego, zaraz … Kontynuuj czytanie
Od Tazacorte do La Cumbrecita
Sala restauracyjna była „z widokiem na Teneryfę”. Tym razem jedząc śniadanie, widzieliśmy na horyzoncie ścianę deszczu. Lało na Teneryfie albo pomiędzy wyspami. Nad nami chmury. Tylko gdzieniegdzie nad oceanem widać było drobne przebłyski słońca. Jadąc na zachodnią stronę wyspy przejeżdża się tunelem pod granią kaldery. Na drugim końcu tunelu przywitało nas słońce i świeciło bez jednej … Kontynuuj czytanie
Sanktuarium Las Nieves i plaże
Na dzień następny Erynia zaplanowała powrót na północ, a po drodze drobny wyskok w bok do Sanktuarium Virgen de Las Nieves. To ostatnie indywidualnie zwiedzać można jedynie do południa, więc ustawiliśmy plany tak, by był to „pierwszy punkt programu”. I był! Co prawda figurka wygląda dosyć nieciekawie (widać jedynie twarz), a nawet na filmie pokazywanym w muzeum nie jest to … Kontynuuj czytanie

