browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Targ i wybrzeże

do galerii Google+

targ w Carovigno

Kolejny dzień zaczęliśmy, w niepełnym składzie, od targu w sąsiedniej wsi Carovigno, gdzie oprócz standardowych owoców, mniej standardowych serów oraz kiełbasy z dzika, W. wyczaił i zakupił prasę do owoców. Mamy dużo winogron w tym roku, więc się przyda… Po drodze do domu zajrzeliśmy, w Ostuni, do lokalnej enoteki sprzedającej miejscowe wina, oliwę i regionalne produkty. Po małej degustacji (raptem cztery wina) zubożeliśmy finansowo, za to wzbogaciliśmy się winnie.
Po powrocie na kwaterę zgarnęliśmy resztę towarzystwa
do galerii Google+

Monopoli

i pojechaliśmy do nadbrzeżnego Monopoli, gdzie my daliśmy dyla w starówkę, zaś znajomi wylądowali na miejskiej plaży. Zwiedzanie w czasie sjesty ma swoje „zady i walety”: jest cicho, pusto i kameralnie, za to kościoły, sklepy i większość restauracji (nawet szalet miejski!) jest zamkniętych. Wąskimi uliczkami starówki zeszliśmy do starego portu (Porto Vecchio), gdzie przy niebieskich łodziach rybackich oraz (po sąsiedzku) cytadeli trwały sesje ślubne. Obeszliśmy sobie cały port, obfotografowaliśmy mniejsze lub większe jednostki pływające i spacerkiem przez stare miasto oraz malownicze i wąskie (a jakże!) uliczki wróciliśmy do samochodu. Jeszcze przed wyjazdem trafiliśmy na świetne lody, mające nareszcie smak owocu i/lub czekolady a nie cukru. Po pierwszych testach włoskich lodów, Erynia uważała, że nie umywają się do tureckiej dondurmy. Te lody, mogły śmiało stanąć z nią w konkury. Choć inaczej robione, były równie dobre.
do galerii Google+

Na wybrzeżu Adriatyku

Z Monopoli, ruszyliśmy w kierunku Brindisi, drogą nadmorską, wyczajając po drodze torre – wieże obserwacyjne (obronne) – a także latarnię nadmorską w Torre Canne. Tutaj ciekawostka: wszystkie latarnie morskie są niedostępne dla turystów, bo pod nadzorem wojska z powodu strefy nadgranicznej – jak by to gdzie indziej stały w środku kraju!
Do Ostuni wróciliśmy niegdyś główną a obecnie mocno boczną i bardzo wąską Via Appia Traiana, prowadzącą malowniczo wśród gajów oliwnych i wzdłuż kamiennych murków. Te murki sprawiły że W. przytarł zderzak jednemu Włochowi, ale ten szczęśliwie machnął ręką na kawałek plastiku.
muzeum ruin miasta Egnazia

ruiny miasta Egnazia


Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy, dosyć płaskich, ruinach miasta z dużym sztucznym portem, niegdyś greckiego Egnazia. Nie kupiliśmy biletów – zwiedzanie by trochę potrwało, jedynie W. zrobił ogląd i parę zdjęć „zza płota”.

poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *