browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Matera

do albumu zdjęć

Sassi di Matera

Po odwiezieniu naszych znajomych nad morze, (dziecię chciało się popultać), ruszyliśmy na zachód do regionu zwanego Bazylikata (Basilicata). Tym razem W. wyznaczał trasę, i pierwszym punktem stało się miasto Matera, a właściwie jego stara część zwana Sassi.
Po drodze zatrzymaliśmy się parę razy przy różnego rodzaju ruinach, zarówno „trullowatych” jak i większych – gospodarczych.
Gdy dojechaliśmy w pobliże miasta, rzuciły nam się w oczy ciekawe oznaczenia – punkty w kwadracikach z opisem miejsc docelowych. Następnie przy zjazdach wystarczyło pamiętać numerek – był on na znaku przed zjazdem. Oprócz tego, ciekawym rozwiązaniem jest bardzo dobrze prowadzona trasa oznaczona strzałkami „do informacji turystycznej”. Jest ich w mieście co prawda parę, ale główna mieści się przy obwodnicy dojazdowej do części historycznej miasta i można tam uzyskać wszystkie informacje oraz mapkę z zaznaczonym dojazdem do wielopoziomowego parkingu, a jest to bardzo ważna informacja, bo poza nim zaparkowanie jest prawie niemożliwe. Na samym parkingu, w części zadaszonej też. Można powiedzieć, że problemy porównywalne z tymi w Luksemburgu zmusiły W. do parkowania w słońcu – na dachu parkingu. Okutaliśmy Drakula w folię (w cieniu było około 35°C, a nie stał on w cieniu) i ruszyliśmy w miasto.
twierdza

twierdza

Zanim jednak wstąpiliśmy w Sassi, W. musiał wleźć pod Twierdzę (Castello) – zamkniętą, bo remontowaną na rok 2019, gdyż w tym to roku, Matera ma być Europejską Stolicą Kultury. A było co zwiedzać, cała dzielnica ma około pięciu kilometrów długości, szerokości trochę mniej, ale jeżeli wliczyć w to również rejon pod drugiej stronie rzeki, z dawnymi jaskiniami i chyba (nie poszliśmy tam) pięknym widokiem na leżącą na stoku pełną kamiennych zaułków dzielnicę to cały teren godny przejścia wymagał by co najmniej paru dni zwiedzania. Mając świadomość ograniczeń czasowych i mentalnych (znowu te kamienne domki, schody i zaułki) zużyliśmy na zwiedzanie mniej czasu. Bufory pamięci padły zapełnione po paru godzinach i nie pomogła nawet spremuta i granita, które to Erynia zafundowała nam zamiast drugiego śniadania i obiadu. W. nie narzekał bo przed „bufetem” gdzie Erynia dokonywała zakupów mógł wgłaskać się w „Amiczka”, a właściwie psa prawie identycznego z tym z jakim się wychował. Te wszystkie przyjemności spotkały nas na koniec spaceru, który wiódł nas przez parę kościołów i mnóstwo uliczek i schodków między nimi.
Cattedrale di Maria Santissima della Bruna

katedra


Pierwszym z kościołów był Chiesa del Purgatorio (raptem XVIII w.), następnie przez Chiesa di San Francesco D’Assisi (jest znacznie starszy), dotarliśmy do XIII w. Cattedrale di Maria Santissima della Bruna z pięknym wystrojem typu „Rokokoko”, szczególnie widocznym na sufitach. W części katedry prowadzone są prace archeologiczne. Po katedrze przyszedł czas na schody – i w przenośni, i dosłownie. Idąc obrzeżami Sassi z przyjemnością oglądaliśmy panoramę z widokiem na drugą stronę rzeki Torrente Gravina, gdzie w skałach dostrzec można było wiele jaskiń. Czas nie pozwolił nam na odwiedzenia tamtej, antycznej części miasta, a i Erynia reagowała dosyć jednoznacznie na sugestię spaceru po kozich ścieżkach, za to dotarliśmy do charakterystycznej formacji skalnej z kościołami Chiesa di San Pietro CaveosoChiesa di Santa Maria di Idris – tego ostatniego akurat, z różnych względów, nie obejrzeliśmy. Nie obejrzeliśmy również pobliskiej jaskini – opłata głównie za film po włosku, a nie był to żaden z kręconych tutaj filmów biblijnych – jak na przykład Pasja Mela Gibsona.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.