świątynie
Stambuł [2]
Hagia Sofia, grobowce sułtanów, pałac Topkapi, Cysterna Bazyliki, Wielki Bazar i parę meczetów. Dzikim wakacyjnym świtem (czytaj po 9.) przeszliśmy się do niegdyś bizantyjskiego kościoła Mądrości Bożej, następnie meczetu, a obecnie muzeum Hagia Sofia (tur. Ayasofya). W kasie muzealnej kupiliśmy kartę pozwalająca zobaczyć 12 (14) muzeów w pięć dni. Wszystkich nie zobaczymy, ale chodziło nam bardziej o unikanie kolejek. … Kontynuuj czytanie
Stambuł [1]
Dojazd do Stambułu i wieczorny spacer. Po dennym, jak na warunki tureckie, śniadaniu zebraliśmy się szybko, by za dnia obejrzeć TEN most. Znowu przejechaliśmy przez cały most i po zaparkowaniu na drugim jego końcu poszliśmy obejrzeć przepływ wody pod paroma przęsłami – pozostałe miały co prawda prześwit, ale służyły raczej za sypialnię dla psów. I te, jak wszystkie … Kontynuuj czytanie
Szerencs, Eger i Jozsef Simon
W. znalazł w internecie informację, że w Szerencs oprócz bramy i kościoła zaprojektowanego przez Imre Makowecza, które obejrzeliśmy już kiedyś, jest i zamek Rakoczego, postanowił więc go odwiedzić. Zamek obejrzeć mogliśmy jedynie powierzchownie, choć dało się przejść przez dziedziniec zamkowo-hotelowy, a nawet obejrzeć minimuzeum składające się z paru sal, pokazujące drobny zarys dawnej poczty, oraz całkiem przyzwoity urywek ze zbiorów pocztówek. … Kontynuuj czytanie
Tengerszem i Sárospatak
W kolejnym dniu zmieniliśmy kierunek na wschodni. Już parę lat temu W. wyczaił, na mapie, ciekawe (według niego) jeziorko w lesie, które miał ochotę zobaczyć, a że nadarzyła się okazja… (sam ją stworzył) to i pojechaliśmy. Po krótkiej jeździe asfaltem dojazdowa trasa drogą gruntową uszczęśliwiła go bez reszty. I po co było myć samochód przed wyjazdem? Od miejsca postojowego do … Kontynuuj czytanie
Oliwa i Gdynia
Dzień rozpoczęliśmy od wizyty w Katedrze Oliwskiej, by zobaczyć TE organy. Trafiliśmy już na końcówkę mszy, więc doczekaliśmy do końca, mając przy okazji darmowy minikoncert odegrany jako ostatni utwór na wyjście z kościoła. Tak, te organy zdecydowanie warto było obejrzeć, a i warto byłoby trafić na jakiś koncert. Podobno większe koncerty odbywają się końcem sierpnia. Ale nie … Kontynuuj czytanie
Stary Gdańsk
…czyli muzealne szaleństwa W. Zaczęło się, jak zwykle w dużym mieście, od szukania parkingu, najlepiej bezpłatnego i jak się dobrze poszukało to się i taki znalazło całkiem blisko starego miasta w Gdańsku. Kilkaset metrów od Długiego Targu to żadna odległość, a można było pooglądać zmiany, które zaszły tu przez ostatnich kilkadziesiąt lat. W. co prawda był w okolicach Trójmiasta w latach 80′ … Kontynuuj czytanie
Fougères i do domu
Kilka chwil trwała dyskusja czy by nie zostać na Wielkiej Paradzie Tygodnia Zatoki Morbihan. Wygrał argument o wcześniejszym wyjeździe – w końcu mieliśmy do przejechania dwa tysiące kilometrów. W. nie byłby sobą żeby czegoś nie wymyślił w zamian. Początkowo Erynia coś mruczała, ale to w końcu W. trzymał kierownicę i zatrzymał się w Fougères. Udało mu się tam nawet znaleźć zupełnie pusty … Kontynuuj czytanie
Auray i Le Bono
Wreszcie udało nam się dotrzeć do Auray, najbliższego kwaterze większego i również średniowiecznego miasteczka. Po drodze stanęliśmy na chwilę przy Bar Mont Salut. Ktoś miał świetny pomysł na rzeźby z korzeni starych drzew. Wyśmienita wyobraźnia i dużo pracy, ale efekty wspaniałe. W samym Auray wylądowaliśmy na darmowym parkingu le Loch, jakieś pięć minut na piechotę od placu przy … Kontynuuj czytanie
Kerhinet i Saliny Guérande
W okolicach były saliny – trzeba więc było je obejrzeć. Wielkie, powierzchniowo, zagłębie solne rozciąga się w pobliżu Guérande. Na mapie i z lotu ptaka (w przewodnikach) wyglądają barwnie, z bliska widać dlaczego. Ale zanim dojechaliśmy do salin zatrzymaliśmy się najpierw w (niby)historycznej wiosce (Kerhinet Historic Village). Wioska ta jest cukierkowym obrazkiem pokazującym dzieciom fałszywy obraz dawnej wsi. Dla nas za … Kontynuuj czytanie
Vannes
Zaczęło się od problemów parkingowych. Parking wskazany przez GPS w porcie, w pobliżu IT, był zastawiony białymi namiotami w stanie montażu. Nic to, zignorowaliśmy dalsze komendy automatu, kierując się na drogowskazy i wyczucie. To nas zawiodło ciut na ubocze, na darmowy parking Saint Joseph. Udało się tam trafić na ostatnie wolne miejsce. Po krótkim spacerku ponownie wylądowaliśmy w porcie, gdzie … Kontynuuj czytanie
Carnac: miasto i kamienie
Carnac – miasto. Carnac kojarzyło nam się dotychczas jedynie z menhirami. Pewnie nie tylko nam i niejeden turysta zapewne na menhirach poprzestanie. Tymczasem warto było zajrzeć do samego miasta i tradycyjnie pozachwycać się architekturą domków, skorzystać z targowiska (trafiliśmy w niedzielę), zajrzeć obowiązkowo do muzeum prehistorycznego, w którym obejrzeć można, zebrane przy megalitach, artefakty od neolitu aż po epokę gallo-romańską. Takich ilości … Kontynuuj czytanie
Pont-l’Abbé, Loctudy i Haliotika
… czyli dzień całowania klamek. W Pont-l’Abbé trafiliśmy na targ, gdzie W. znalazł porządnie wypieczone chleby (czyli takie jak lubi), porządne wędliny (znowu te kiełbasy suszone same zawędrowały nam do rąk), a i sery wyglądały podejrzanie – trzeba było spróbować. Były jadalne, a nawet zjadliwe. (Erynia: Francuzi zrobili mi z Chłopa potwora!). Na drogach było pełno – bardzo ciekawie zmodyfikowanych … Kontynuuj czytanie
Quimper
Zaczęło się od Quimper, a właściwie jego starego miasta, leżącego między korytami rzek Odet i Steir. Całe jest ono usiane domkami i kamieniczkami z murem podobnym do szachulcowego. Niektóre budynki były proste, inne powyginane, wszystkie belki były kolorowe, niektóre były nawet rzeźbione – wyglądało to lepiej niż typowy mur pruski, choć niewątpliwie ten ostatni sprawia solidniejsze wrażenie. Poza nimi były … Kontynuuj czytanie
Punkt Raz, miasteczka dwa
Wypadło nam obijać się tego dnia o punkty widokowe. Trochę przez przypadek wstąpiliśmy do Pors Loubous, ale i tak urocze widoki tylko pobudziły smak na kolejny Pointe du Raz en cap Sizun – prawie najdalej wysunięty na zachód kontynentalny punkt Bretanii. To „nie prawie” leży trochę bardziej na północ w okolicy Pointe de Corsen – parę metrów różnicy, a jednak. A jednak … Kontynuuj czytanie
Quimperlé i okolice
Jak większość szanujących się bretońskich miast, Quimperlé posiada swoją legendę założycielską. Jakoby już w VI wieku, niejaki święty Gurthiern (a zarazem książę walijski) miał założyć pustelnię u zbiegu rzek Isole i Ellé. Pięć wieków później, w tym samym miejscu zdarzył się cud: Alainowi Canhiart diukowi Cornuailles objawił się złoty krzyż. Diuk tak się poczuł pokrzepiony na zdrowiu, że z wdzięczności nadał … Kontynuuj czytanie
Malarze w Pont-Aven
Po drodze do Pont-Aven zatrzymaliśmy się na chwilę przy Église paroissiale Saint-Marc de Trégunc – typowo ładny, jak zwykle zamknięty. A samo Pont-Aven zauroczyło nas już po paru chwilach i to mimo natłoku turystów. Położone nad rzeką l’Aven nie było tak zatłoczone w wieku XIX, gdy malował tu Paul Gaugin. W tamtych czasach, życie tam było tańsze niż w Paryżu, co … Kontynuuj czytanie
Concarneau
Spacer po starym Concarneau zaczęliśmy, jak zwykle, od Informacji Turystycznej gdzie W. zaczął się dopytywać o „te inne” miejsca i po wyjściu z biura zamiast skręcić w lewo skręcił w prawo by obejrzeć église Saint Guénolé. Kościół, budowany w pierwszej ćwiartce XX w., miał być wzorowany na Hagii Sofii, ale miał pecha i po kilkudziesięciu latach poszedł do rozbiórki, a w jego miejscu postawiono … Kontynuuj czytanie
Pays Bigouden: menhiry, kaplice i latarnia
Wyszło na to, że dzień ten spędzimy pod przewodem naszej francuskiej rodziny oddając się w pełni (no prawie w pełni) w ich ręce. W efekcie mieliśmy przyjemność zwiedzenia rejonu Pays Bigouden. Uzbierało się parę ciekawych miejsc: Menhir Lehan – stoi samotnie w polu (na podmokłej łące) otoczony wodą. W pobliżu jest plaża i chroniona wydma, a na łące obok rośnie sobie koper … Kontynuuj czytanie
Mont Saint-Michel
Kolejnym punktem miał być Etretat, ze szczególnym uwzględnieniem klifów. Cóż, po chwili jazdy, oczy same zaczęły nam się zamykać. W. szybko zjechał na francuski MOP (Aire) i na dwie godziny odpłynęliśmy. Trzeba było nadrobić poprzednią noc w trasie. W sumie wyszło nam to na dobre, bo gdy samochód jadący przed nami na autostradzie najpierw wyhamował, a następnie stanął, W. … Kontynuuj czytanie
Bergues
Trasa niby miała być prosta: Polska – Bretania, ale ponieważ udało nam się wyjechać odrobinę wcześniej to Erynia zaordynowała: Mont Saint-Michel. W., by nie odstawać zbytnio od średniej spytał: „A jak nazywało się to miasto, w którym kręcono »Jeszcze dalej niż Północ«?” („Bienvenue chez les ch’tis”). Erynia znalazła w Internecie, że jest to Bergues i w ten sposób zdobyło … Kontynuuj czytanie

