browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Roque de Los Muchachos

do galerii Google+

La Tosca

W poniedziałek od samego rana ruszyły przygotowania do zwiedzania wyspy. Zaczęliśmy od wypożyczenia samochodu, następnie Erynia wskazała trasę, którą W. wytyczył i już mieliśmy w nią ruszyć gdy okazało się, że jest drobny problem z GPS-em. Mianowicie W. przypadkiem przestawił go na język arabski. Powrót do “ludzkiego” alfabetu chwilę potrwał. Następnie okazało się, że GPS nie “widzi” wysp Kanaryjskich. W. długo acz bez rezultatów walczył z materią. W końcu rozdrażniona Erynia wyjęła przezornie kupioną jeszcze w kraju mapę samochodową i pojechaliśmy do Los Tilos. Na miejscu, w IT poinformowano nas, że to już za późno bo trasa ma około 6 godzin i możemy nie zdążyć wrócić przed zmierzchem (i kolacją – dodatek W.). W. nawet specjalnie nie protestował, szczególnie że zapomnieliśmy lepszego aparatu (W.!) i jedzenia (Erynia!) => obie sieroty siebie warte. W. w ramach oswajania się z samochodem postanowił pojeździć trochę po okolicy. Zaczęliśmy od wioski La Tosca, z największym skupiskiem na wyspie smoczych dracen (smoczego drzewa). Zostawiliśmy samochód na parkingu przy punkcie widokowym i zeszliśmy ścieżką na sam dół, bo trzeba się trochę poruszać. Wioska jest częściowo zamieszkała – parę domów już się osypuje. Rzecz jasna, później okazało się, że do La Toski można dojechać samochodem, ale nie ryzykowalibyśmy jazdy wypożyczonym samochodem tą drogą… Kolejnym przystankiem miały być jaskinie Zarza i Zarcita, słynące z petroglifów “poczynionych” przez pierwszych mieszkańców wyspy.
do galerii Google+

Caldera del Agua

Cóż, w poniedziałek muzeum, a wraz z nim wejście do jaskiń, zamknięte, wybraliśmy się więc do leżącej 1,7km od jaskiń Caldera del Agua. Trasa była malownicza, czuliśmy się jak w polskim lesie nawet parę razy schodziliśmy schodkami do paru dziur (kalder?) ale nigdzie nie było “agua”, więc gdy przed kolejnym ‘zejściem’ spotkaliśmy wchodzących spoconych Niemców, którzy oświecili nas, że przez kolejne 2-3km ‘agua’ nie będzie (road without end point), wróciliśmy do samochodu i postanowiliśmy wjechać na szczyt kaldery Taburiente – 2426m n.p.m. – i akurat w tym przypadku można powiedzieć, że prawie tyle metrów w górę! W. oswoił się z Kia Rio i z paroma przystankami na fotografowanie oraz jednym na drobną przekąskę wjechaliśmy pomiędzy teleskopami aż pod Roque de los Muchachos i na najwyżej położony parking na wyspie.
do galerii Google+

Roque de los Muchachos

Po krótkim spacerze po szczycie i okolicach, dobrze przygotowanymi ścieżkami widokowymi, napojeni prawie po uszy widokami ruszyliśmy w dół, kierując się w stronę morza chmur, które pięknie ścieliły się u podnóża kaldery. Po drodze dopełniliśmy po uszy pojemnik z wrażeniami bo czekały tam na nas piękne widoki kolorowych skał wyniesionych lub stworzonych przez wulkan. Chmury nie były takie straszne, minęliśmy je bokiem zahaczając jedynie ich drobne warkocze.

Poprzedni
Następny

6 odpowiedzi na Roque de Los Muchachos

  1. Logis

    Po prostu automapa nie posiada map Wysp Kanaryjskich. Właśnie siedzę w Los cancajos i korzystam z powodzeniem z maps.me .

  2. Pudelek

    Początek to kolejne potwierdzenie, że GPS-y to można se w d..e wsadzić 😉

    Kurde, polecieliście z tymi tekstami, nie nadążam czytać!

    • Erynia

      A żebyś wiedział, że W. się ze mnie nabijał z powodu tych map, bo “przecież będzie GPS”. Tja…

    • W.

      To nie GPS był do d… tylko obsługant (ja). A Nawigacja jak każde narzędzie wymaga umiejętności przy obsłudze. I jak do każdego narzędzia trzeba mieć ograniczone zaufanie… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.