browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Lubeka – ‚po drodze’

No i poniosło nas.

do galerii Picasa

Lubeka

Wyjechaliśmy dosyć późno, tak że dopiero około 2 po północy dotarliśmy do obwodnicy Berlina. Tam W. zarządził spanie. Spaliśmy do 5. Dalsza droga w kierunku Lubeki – miasta ‚po drodze’ przebiegła równie gładko i szybko jak przez całe Niemcy. Autostrady, jeszcze bezpłatne, pozwalają przemieszczać się po kraju łatwo szybko i przyjemnie, tak przyjemnie, że zdążyliśmy jeszcze zajrzeć nad ładnie zagospodarowane jezioro Ratzeburger See. Domki wokół jeziora z symbolicznymi zamknięciami, ogródki wokół domków i pomosty przy brzegu stwarzały nastrój sielsko-anielski.
W końcu dotarliśmy do Lubeki. Była ona stolicą Ligi Hanzeatyckiej
Liga Hanzeatycka

Hanza

i jednym z jej najbogatszych miast. Posadowienie miasta na wyspie było wyśmienitym pomysłem w okresie koni i tragarzy ale w czasach samochodów parkowanie na starówce jest bardzo utrudnione. Za to praktyczni Niemcy wyśmienicie zorganizowali całą sieć parkingów po zewnętrznej stronie fosy miejskiej – oczywiście płatnych. Na szczęście kilkaset metrów przed ‚ringiem’, pod stadionem, po obu stronach drogi umożliwiono parkowanie darmowe – W. oczywiście wybrał spacerek. Podczas ‚wybierania’ parkingu Erynia zoczyła Informację Turystyczną, tak że przed wejściem na starówkę byliśmy już wyposażeni w cały zestaw informacji wraz z mapką trasy turystycznej po polsku(!). Zaczęliśmy od obfotografowania bramy Holsztyńskiej i składów solnych.
Muzeum Lalek w Lubece

Muzeum Lalek


Następnym punktem na mapie zwiedzania było muzeum lalek teatralnych. Warte zobaczenia! I można fotografować. Po wyjściu z muzeum trafiliśmy do kościoła św.Piotra – „kościoła bez wiernych”. Jest to zsekularyzowany budynek o dużej i pustej przestrzeni wewnętrznej prawie niezagospodarowanej. W przedsionku pożywiliśmy się za stosunkowo niewielkie pieniądze, a z wieży (winda!) poobserwowaliśmy panoramę starówki. Nie zrobiła ona na nas specjalnego wrażenia ale z góry widać niejednorodnść zabudowy. Co prawda większość domów jest budowana w stylu, ale „jest budowana”. Nic to, efekt jest i tak bardzo interesujący przy oglądaniu, a oglądać jest co. Z bliska, gdy dotarliśmy tam po zejściu z wieży, przyjrzeliśmy się architekturze na całej trasie zaznaczonej na mapce zabytków otrzymanej w Informacji Turystycznej. Kościoły zaczęły nam się mienić w oczach, ale olśnienie nie było tak wielkie by nie dostrzec muzeum Świętej Anny. To jest miejsce typu ‚musisz zobaczyć!’. Muzeum jest bardzo bogate i interesujące, ma tylko jedną, znaczącą dla nas, wadę – nie można w nim robić zdjęć.
Po drodze W. zobaczył interesujący sklep, a Erynia była potem na niego zła bo ‚musiała’ kupić marcepany i wina niemieckie. Mogła kupić więcej ale… było trochę drogo. Gdyby wiedziała jakie ceny są w Danii…
Po tych zakupach, już właściwie wracając, dotarliśmy jeszcze na bulwar otaczającej starówkę pierścieniem rzeki Travy. Przy jego brzegu stały stare, drewniane jachty przygotowywane do żeglugi. Ach popłynąć takim…
Po drugiej stronie kanału w Musik-Und Kongreßhalle Lübeck zorganizowana była wystawa modelarska, niestety na nas był już czas więc zebraliśmy się w dalszą drogę.

Poprzedni
Następny

4 odpowiedzi na Lubeka – ‚po drodze’

  1. Jacek

    Witaj!
    A gdzie dokładnie jest ten darmowy parking o którym wspominasz?

    Pozdrawiam!

    • W.

      Dokładnie tak jak pisaliśmy „pod stadionem” (GPS 53.858371,10.680143) na ulicy Possehlstraße.
      Miłego dnia

  2. Erynia

    W końcu to solidne, niemieckie, hanzeatyckie miasto. Ale okoliczne wsie mają swój urok 🙂 .

  3. Jaruta

    Ależ Was poniosło i to wiosną.
    Lubeka z Waszych zdjęć niezbyt mi się podoba. Budynki mają ciężkie bryły; jest coś obcego i sztywnego w tych zdjęciach. A przecież oglądałam setki Waszych zdjęć.
    Czekam na ciąg dalszy opowieści.
    Jaruta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.