browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Jaskinia Kryształowa

do galerii Picasa

Jaskinia Kryształowa

Na Jaskinię Optymistyczną nie czuliśmy się gotowi ale zwróciliśmy uwagę na inną z ukraińskich jaskiń – Jaskinię Kryształową w Krzywczach. Po drodze oczywiście nie obyło się bez ‚ukraińskich dróg’, gwałtownych hamowań gdy natrafiliśmy na „ekstraordynaryjny” pomnik czy wyskoku w bok gdy W. dojrzał jakąś zrujnowaną wieżę na szczycie wzgórza w Wysiczce (Висічка, Высечка, Wysuczka). Wjazd okazał się stromą drogą szutrowo-kamienistą a na górze nie tylko wieża była w ruinie. Przy drodze stał kościół z zawalonym dachem i piwnicami a obok niego stara mała cerkiewka, oznaczona jako pomnik architektury, w znacznie lepszym stanie. Wracając do wieży – miejscowi mówią na nią ‚turecka wieża’ a jest ona na jednym z krańcu terenu większego od boiska i wyglądająca na dawniej ogrodzone – teraz pasły się tam konie i pili miejscowi. Z płaskowyżu nad jarem udało nam się zjechać tak jak wjechaliśmy i po około 20km dotarliśmy do Кривче. Droga dowiodła nas do resztek (W. znudziło się słowo ‚ruiny’) zamku, ale żeby dojechać pod jaskinię trzeba było wrócić, zjechać w prawo z drogi którą widziała nawigacja i po szutrze (drogą której nawigacja nie widziała) dotrzeć do wyasfaltowanego miejsca w pobliżu jaskini. Tam Erynia zadała pytanie o jaskinię pierwszemu napotkanemu mężczyźnie. Okazał się on przewodnikiem i właścicielem pobliskiego baru. Ponieważ minimalna grupa zwiedzająca jaskinię powinna zapłacić 200 hrywien to zasugerował nam byśmy poczekali – do zwiedzania byliśmy jedynie my. Poczekaliśmy i zjedliśmy wyśmienite szaszłyki zapijając je kwasem chlebowym. Przy okazji Boria opowiedział nam część swojej historii. Jego dziadek był Polakiem a babcia Ukrainką. Stalin podzielił rodziny i jego dziadek z synem wylądował w Jeleniej Górze a babka z jego matką zostały na Ukrainie. W efekcie Borys zna język polski bo parę lat spędził u rodziny w Polsce a teraz z rodziną prowadzi biznes pod jaskinią. A co do jaskini to jest co prawda sucha,
gipsy w jaskini

gipsy w jaskini

przez co nacieków w niej nie uświadczy i nienajlepiej oświetlona (przydał by się dobry oświetleniowiec!), za to ilość i wielkość kryształów kalcytu i gipsu zachwyca. Szczególnie interesujące są brązowe długie kryształy, które raz układają się w mozaiki, raz w pawie ogony, Według przewodnika są to gipsy krystaliczne, takich jeszcze W. nie widział. Cała jaskinia ma 23km długości ale szlak udostępniony turystom tylko trzy, z czego samej trasy są dwa bo korytarz ‚dojściowo-wyjściowy’ ma około 500m i oprócz długości charakteryzuje się jeszcze dwoma innymi wymiarami wymagającymi od większości postawnych ludzi postawy pokornie zgiętej. Idące z nami w grupie dzieci biegały bez jakichkolwiek problemów, no może oprócz ślisko-wyboistego spągu. W części widokowej W. wreszcie skoncentrował się na fotografowaniu – pierwszy raz nie zapomniał statywu. Całe szczęście, że grupa była niewielka przez co i czasu, i możliwości było wiele. W normalnych warunkach gdy grupa była na poziomie 8-10osób (25Hr/os. minimum 200Hr/grupę) mogło to być trudniejsze a zupełnie niemożliwe w sytuacji gdy w jeden dzień miało przyjechać sześć autokarów (dnia następnego już się zapowiedzieli). Przewodnik z uśmiechem powiedział, że jakoś się to zorganizuje… ale puszczenie nawet całego autokaru zajmuje czas, ludzie muszą dojść, przejść i wrócić. A ci czekający coś muszą robić… od tego jest bufet!
tawerna u Borii

‚tawerna’ u Borii

Po zwiedzeniu jaskini daliśmy się jeszcze namówić, w ramach integracji, na galaretkę z kwasem (płatne) i wódkę z sałem (poczęstunek). Część alkoholową ‚odrobiła’ jak zwykle Erynia „bo W. prowadzi”. Przypomniało nam się przy okazji określenie „meduza z lunetą” ze starych socjalistycznych czasów…
Dalej już było prosto, 66km po bardzo drobnych (jak na Ukrainę) dziurach i wjazd do Kamieńca Podolskiego z opłatą 10Hr za przejazd przy zamku. Innej drogi GPS nie widział. Hotel 7dni okazał się typowym wielkim hotelem na dodatek bez parkingu – W. coś oczywiście znalazł – i zmęczeni przeżyciami poszliśmy spać.

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.